Następny rozdział w ten piątek.
-------------------------------------------------------
Był wczesny poranek, ale Dracon już dawno nie spał. Praktycznie cała noc była dla niego bezsenna, ponieważ rozmyślał nad tym, co powiedzieć ojcu, jakiej odpowiedzi mu udzielić. Jeśli wybierze drogę, jaką wyznaczył mu ojciec, z pewnością źle skończy. Do końca życia będzie musiał służyć komuś, kogo nawet nie szanuje, jak to robi jego ojciec. Młody Malfoy bał się Voldemorta, to było jedyne jego uczucie, żywione do Czarnego Pana. Jeśli wybrałby służbę u boku Voldemorta, to tylko śmierć jednego z nich mogłaby pomóc Draconowi. A póki, co, jedyną osobą, która może zabić Toma Riddle’a jest Potter. Poza tym nawet, jeśli Harry’emu udałoby się dokonać czegoś tak niesamowitego, to Malfoy, jak i reszta Śmierciożerców z pewnością skończyłaby w Azkabanie.
Drugą opcją dla blondyna jest odmowa. Jednak nie jest to takie proste, bo Draco nie wyobraża sobie, co jego ojciec by mu zrobił, gdyby usłyszał negatywną odpowiedź.
Rozmyślania przerwał Draconowi nagły wrzask matki. Chłopak poderwał się z łóżka, chwycił tylko różdżkę leżącą na stoliku nocnym obok jego wielkiego łoża, po czym wybiegł z pokoju tylko w bokserkach. Nie było, bowiem czasu na jego marnowanie poprzez zakładanie ubrań, kiedy jego matce mogła dziać się krzywda. Znowu.
Młody Malfoy wybiegłszy ze swojej sypialni, biegł przez dobrze znany sobie korytarz, w którym na ścianach wisiała masa obrazów przedstawiających jego przodków, którzy jeszcze spali w ozdobnych ramach. Dracon jednak w tamtej chwili nie zwracał na nie uwagi, jego jedynym celem było jak najszybsze znalezienie się przy Narcyzie, która już nie raz była bita przez męża. Kiedy chłopak biegł przez korytarz, w jego głowie pojawiały się obrazy, w których jego matka otrzymywała ciosy od Lucjusza, który za nic miał jej płacz i prośby. Zawsze szło o drobiazgi. A to skrzat domowy stłukł wazon, a to Narcyza wyraziła swoją skromną opinię na jakiś temat. Nieważne, co to było, Lucjusz Malfoy zawsze znalazł powód by wyżyć się na swojej żonie.
Draco po ostatnim razie, kiedy to Narcyza powiedziała, co myśli o załączeniu Dracona do grona Śmierciożerców, postanowił, że nigdy więcej nie pozwoli na to, by ojciec bił jego matkę. I dzisiaj skończy z przemocą w rodzinie.
Blondyn właśnie dotarł do schodów, u których podnóża znajdowało się małżeństwo Malfoy’ów. Jak też chłopak się domyślał, ojciec znowu znęcał się nad swoją żoną.
Draco rozwścieczony wpatrywał się w ojca, który nagle odwrócił głowę w jego stronę, po czym zmierzył go wzrokiem i zatrzymał się na różdżce.
- Po co ci to? – wycedził cicho Lucjusz, ale mimo tego młody Malfoy i tak go doskonale usłyszał. – To sprawa między mną i matką. Nie wtrącaj się! I lepiej się ubierz.
Blondyn spojrzał na przestraszoną matkę, która nagle zmieniła wyraz twarzy na taki, który w bardzo mało przekonywujący sposób mówił, że nic się nie stało. Niestety nie była tak dobrą aktorką, by jej syn mógł w to uwierzyć, ale widząc jej błagające spojrzenie, odwrócił się z irytacją i pomaszerował do swojego pokoju z uczuciem porażki.
ON musi coś w końcu z tym zrobić!
Wrócił do pokoju, ale nie zamierzał po prostu położyć się do łóżka, usnąć i zapomnieć o scenie, której był świadkiem. Nagle zdał sobie sprawę, że nawet nie wie, o co poszło tym razem. Już miał sobie odpuścić, ale jeśli się nie dowie, co było przyczyną kłótni, to jak ma to powstrzymać?
Zarzucił tylko szlafrok i po cichu wyszedł z pokoju, kierując się w stronę schodów prowadzących do salonu. Pospiesznie przemierzał korytarz, by w końcu znaleźć się na rogu obok schodów. Oparł się o ścianę i słuchał.
- Jak możesz pozwolić na to by twój syn służył Czarnemu Panu? Czy nie wystarczy, że ty Lucjuszu, musisz wykonywać jego polecenia? Wiesz jak to jest. Chyba nie chcesz zgotować synowi takiego samego losu?
- Ten los wcale nie jest zły! I jak ty możesz tak nawet myśleć? Już poprosiłem o to Czarnego Pana. Nie mogę mu teraz powiedzieć, że mój syn stchórzył!
- Ale Lucjuszu, to tylko chłopiec…
Draco wyjrzał powoli zza ściany i zobaczył matkę i ojca, który już unosił rękę by wymierzyć kolejny cios. Do uszu młodego Malfoy’a doszedł dźwięk uderzenia silnej dłoni Lucjusza o delikatny policzek Narcyzy. Blondyn chciał coś zrobić, ale teraz nie mógł. Musi najpierw coś wymyślić. Kiedy będzie w Hogwarcie, będzie bezpieczny i tam na spokojnie będzie mógł przemyśleć wszystko, co konieczne.
- Milcz! Jesteś tylko kobietą! Tylko kobietą! I nie masz prawa mi się sprzeciwiać! Twoja siostra jest zadowolona ze swojej służby. Weź z niej przykład.
- Bellatrix jest stuknięta, przecież ją znasz.
Lucjusz zbliżył się do Narcyzy i wyszeptał jej w twarz:
- Ona nie jest stuknięta. Służba Czarnemu Panu to zaszczyt.
Po tych słowach, pan domu odsunął się od żony i wyminął ją, kierując się w stronę swojego gabinetu. Zawsze się tam udaje, kiedy ktoś lub coś wytrąci go z równowagi.
Narcyza Malfoy usiadła na pierwszym stopniu ogromnych schodów i schowała twarz w dłoniach, po czym zaczęła płakać.
Draco nie znosił takiego widoku, kiedy to jego matka cierpiała. Nie myśląc wiele, zbiegł po schodach i usiadł obok niej, przytulając ją. Ona tylko wtuliła się w syna i zaczęła jeszcze głośniej szlochać.
***
Hermiona usiadła na ławce w ogródku obok domu i zaczęła czytać książkę, kiedy nagle usłyszała huk. Najpierw pomyślała, że może coś się stało na niedalekiej ulicy, ale po chwili zauważyła rude włosy i od razu wiedziała skąd pochodził ów dźwięk. Teleportacja. Stanął przed nią Fred, George, Ron i oczywiście Ginny, która jako pierwsza się jej ukazała. Szybko podbiegła do panny Granger i mocno ją objęła, jakby nie widziały się od lat.
Kolejni z rodziny Weasley’ów zrobili to samo, po czym Hermiona zaprosiła ich do domu.
Kiedy wszyscy już przywitali się z rodzicami brązowowłosej, dziewczyna zaprowadziła ich do swojego pokoju.
- To co gotowa? – wypalił Fred zanim jeszcze panna Granger zamknęła drzwi od sypialni.
- Oczywiście. Ale co wam tak spieszno? – spytała dziewczyna.
- Jak to, co? Chyba mamy swoje życie, nie? – tym razem to George wypowiedział pytanie.
Ron przewrócił tylko oczami i popatrzył karcąco na swoich braci, a potem, już normalnie, na Hermionę.
- Dopiero, co się teleportowaliśmy. Może byście dali jej tak chwilę na pożegnanie z rodzicami? – spytał rówieśnik Hermiony i uśmiechnął się do niej, co ona odwzajemniła.
- Dobra to wy się rozgośćcie. Fred, George przydajcie się na coś i wyślijcie moje rzeczy do waszego domu. – zwróciła się do bliźniaków Hermiona, po czym powiedziała do Ginny – a ty chodź ze mną. Pożegnam się z rodzicami.
Ginny nie zaprotestowała, ani nawet nic nie powiedziała, po prostu poszła za przyjaciółką. Obie znały się bardzo dobrze i cieszyły się z tego. W końcu dzięki Ronowi, Hermiona poznała tyle wspaniałych osób z jego rodziny.
Panna Granger i panna Weasley zeszły po schodach do jadalni, gdzie rozmawiali rodzice Hermiony. Kiedy zauważyli dwie przyjaciółki od razu przybrali miłe uśmiechy, co trochę zdezorientowało ich córkę.
- Mamo, tato, chciałam się z wami pożegnać. Dzisiaj jadę do Weasley’ów, więc już nie wrócę przed wyjazdem do szkoły – powiedziała dziewczyna, po czym podeszła najpierw do matki, a potem do ojca, których mocno uściskała. Oczywiście na jej twarzy pojawiły się łzy, jak zawsze, kiedy musiała się z kimś żegnać. Hermiona Granger była bardzo wrażliwą osobą, która jednak zbyt często tego nie pokazywała. Mimo tej cechy była też silna psychicznie. Po tylu latach w Hogwarcie, gdzie jest uważana za Szlamę, trochę się uodporniła na trudności życiowe i złośliwości ludzkie.
- Dbaj o siebie, kochanie. – powiedziała pani Granger i uścisnęła raz jeszcze córkę oraz pocałowała w policzek. Hermiona nie chcąc jeszcze bardziej się wzruszać, odsunęła się od niej z lekkim uśmiechem.
- Zobaczymy się jak najszybciej to będzie możliwe. Do widzenia – powiedziała dziewczyna i odwróciła się, kierując się w stronę schodów, gdzie czekała na nią Ginny.
- Do widzenia – powiedziała tylko na odchodnym Ruda i razem z przyjaciółką udała się do jej pokoju.
Kiedy dziewczyny weszły do pomieszczenia, zauważyły spacerujących bliźniaków, którzy wyglądali jakby zwiedzali jej pokój, zaglądając to tu, to tam.
- Już jesteśmy! – powiedziała trochę zbyt głośno Ginny, a jej bracia aż podskoczyli, na co ona zareagowała śmiechem. W końcu zrobiła to naumyślnie.
- Gotowe? – bez zbędnych ogródek spytał Fred, na co Ron jak i Hermiona przewrócili oczami, a Ginny widząc to, ponownie wybuchła śmiechem.
Hermiona i Ginny podeszły do Freda, który tylko po tym jak dotknęły jego dłoni, teleportował się. Ron i George po chwili zrobili to samo i pokój panny Granger opustoszał na kilka następnych miesięcy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz