niedziela, 21 sierpnia 2011

Rozdział III


Molly Weasley właśnie przytulała do siebie swoją jedyną i najukochańszą córkę, kiedy Ron i Harry obserwowali ludzi wsiadających do Ekspresu Hogwart. Hermiona tymczasem pilnowała by pierwszoroczniacy wchodzili do pociągu powoli i bezpiecznie. Gryfonka nie chciała już w pierwszy dzień swojego dyżuru jako prefekta, odebrać od profesor McGonagall pouczeń na temat tego, jak źle wypełnia swoje obowiązki.
- Harry, Ron, Hermiono! Możecie tu na chwilę podejść? – krzyknęła pani Weasley. Harry i Ron natychmiast do niej podeszli, jeszcze lekko roześmiani, po tym jak zobaczyli dość zabawnego pierwszoroczniaka. Hermiona natomiast lekko się zawahała nim wykonała pierwszy krok w stronę matki Rona. Przecież miała obowiązki. W końcu jednak podeszła do niej, modląc się by tylko McGonagall jej nie przyuważyła. Poza tym Ron mógłby oberwać jeszcze bardziej, bo on zdawał się w ogóle nie przejmować nałożonymi na siebie obowiązkami.
- Chciałabym się z wami pożegnać. Nie będziemy się widzieć sporo czasu – powiedziała Molly do młodych czarodziei, kiedy ci stanęli przed nią w pełnym składzie. Kiedy to mówiła w jej oku zakręciła się łza, z którą wcale się nie kryła.
Pani Weasley po kolei zaczęła obejmować wszystkich, poczynając od Rona, a skończywszy na Hermionie.
Trójka przyjaciół wraz z Ginny pożegnała się z matką rudzielców i skierowała się w stronę Ekspresu Hogwart, machając jeszcze na odchodnym do płaczącej już teraz Molly Weasley.

***
Draco Malfoy stał właśnie na peronie niecierpliwiąc się. Z wytęsknieniem czekał na to, by móc już wsiąść do pociągu i odjechać nim do Hogwartu gdzie byłby wolny od ojca. Jednak w tej chwili musiał znosić Lucjusza, który stał obok niego z surową miną, patrząc przed siebie.
- Pamiętasz o moim pytaniu? – spytał Lucjusz, nawet nie zaszczycając syna spojrzeniem – Oczekuję wkrótce twojej odpowiedzi. Liczę na to, że będzie pozytywna.
- A jeśli nie? – młody Malfoy zadał to pytanie z ukrywanym strachem. Bał się ojca, ale na peronie, przy wielu czarodziejach ten nic nie mógł mu zrobić. Tylko dlatego Draco odważył się zadać to pytanie.
Lucjusz Malfoy powoli skierował swój wzrok na syna, który widząc furię w oczach ojca, przestraszył się.
- Jeśli nie przystaniesz na propozycję, przestaniesz się nazywać moim synem. – wycedził Malfoy, po czym odwrócił się od syna i ruszył w stronę wyjścia z peronu.
Draco Malfoy został sam. Jego matka nie żegnała go jak co roku, bo w tej właśnie chwili, siedzi zapewne na ogromnej sofie w posiadłości Malfoy’ów, z ogromnym sińcem na twarzy, zalewając się łzami. Tak, w domu arystokratycznej rodziny znowu doszło do konfrontacji na linii Lucjusz – Narcyza. Jak zwykle to kobieta wyszła z potyczki pokiereszowana.
Draco nie chciał zostawiać matki samej, ale musiał. Błagała go o to, jak i o to by nie przyjmował propozycji Voldemorta.
Młody Malfoy ruszył w kierunku pociągu, w którym po chwili zniknął.

***

Hermiona właśnie przebrała się w szatę i podeszła do rozsuwanych drzwi przedziału by wyjść na korytarz. Zanim to jednak zrobiła odwróciła się do Ginny Weasley, z którą jeszcze przed chwilą rozmawiała.
- Idę na patrol. Ciekawe czy Ron raczy się pojawić? Pewnie jak zwykle się spóźni – powiedziała z irytacją Granger do swojej przyjaciółki. Ta zaśmiała się cicho i również wstała.
- Mój kochany braciszek z pewnością się spóźni. Taki już jego urok. – powiedziała panna Weasley.
- Jaki urok? – spytała Hermiona, po czym razem z przyjaciółką roześmiały się głośno. Po chwili jednak prefekt Gryffindoru spoważniała i rozsuwając drzwi przedziału spojrzała pytająco na Ginny, która stała właśnie obok niej.
- A co ty właściwie robisz? Wybierasz się gdzieś? – spytała Hermiona.
- Oczywiście. Skoro Ron wybiera się na patrol, to ja idę do Harry’ego. – powiedziała Ruda, uśmiechając się szeroko, a jej przyjaciółka pokręciła tylko głową, po czym wyszły na chłodny korytarz.
- To na razie! – pożegnała się Ginny i ruszyła w stronę przedziału, w którym siedział Wybraniec. Sama Hermiona natomiast poszła przed siebie, rozglądając się czy nikt nie łamie regulaminu Hogwartu, do którego wkrótce dojadą.
Panna Granger szła tak korytarzem, nawet nie zauważając kiedy wkroczyła na teren Slytherinu. Dopiero zimne, stalowo szare spojrzenie otrzeźwiło ją. Spojrzała w oczy Ślizgona o blond włosach i popatrzyła na niego wyzywającą.
- Czego tu szukasz Szlamo?! – zapytał lekko podnosząc głos Draco. Patrzył na nią jak zwykle z tą samą odrazą, którą Hermiona oczywiście od razu wychwyciła.
- No nie wiem, może pierwszoklasistów, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić, a na dodatek, których nie zdołał przypilnować prefekt Slytherinu! – wypaliła Granger na co Malfoy zmienił swój wyraz twarzy z szyderczego na ociekający furią.
- Coś ty powiedziała? – wycedził przez zęby blondyn.
- To co słyszałeś.
Hermiona stała tak blisko Malfoy’a, że niemal czuła jego arystokratyczną postawę, wyniosłość, chłód. Mimo tego nie cofnęła się, nie chcąc pokazać  strachu przed Ślizgonem.
Tymczasem obok nich przebiegł pierwszoklasista, który śmiał się do rozpuku. Niestety jego radość nie trwała zbyt długo, bo po chwili blade palce Malfoy’a zacisnęły się na koszulce drobnego dziecka. Prefekt przyciągnął chłopca do siebie i wysyczał:
- To nie plac zabaw! Hogwart to nie miejsce na zabawy, a Express Hogwart w tym aspekcie niczym się nie różni od samej szkoły. Więc bądź tak miły i nie biegaj mi pod nogami!
Jak nietrudno było przewidzieć, pierwszoklasista patrzył szeroko otwartymi oczyma, w których było widać strach, na Dracona, który nie robił nic poza tym co zwykle. Chłopiec po tym jak Malfoy go puścił, odszedł powoli do swojego przedziału, parę razy oglądając  się na prefekta Slytherinu. Hermiona patrzyła na to wszystko z litośćią w oczach. Wiedziała, że to dziecko już nigdy nie spojrzy bez strachu na żadnego prefekta.
- Coś ty narobił!? – krzyknęła panna Granger do swojego wroga. – To tylko małe dziecko.
- Ale te małe dzieci też obowiązują zasady!
- One są tu pierwszy raz! Mogły jeszcze nie poznać tych zasad! – Hermiona stawała się coraz bardziej wzburzona, a Malfoy wcale nie odbiegał zbytnio od jej nastroju.
- To teraz już wiedzą co mogą robić, a czego nie – wysyczał Draco i przez chwilę stał naprzeciwko Hermiony wpatrując się w jej oczy z gniewem. Ona oczywiście również nie dawała za wygraną i wojowniczo na niego patrzyła.
Napięcie między nimi przerwał Ron, który pojawił się nagle.
- Hermiona co ty robisz z tym arystokratycznym dupkiem? – powiedział lekko zazdrosny Weasley.
Draco gwałtownie odwrócił głowę od panny Granger, zaszczycając spojrzeniem dopiero co przybyłego Gryfona.
- A co, Wieprzlej, zazdrosny jesteś, że do ciebie nigdy nie zbliżyła się na taką odległość? – powiedział Malfoy z szyderczym uśmiechem na ustach.
- Nie mam o co być zazdrosnym, bo ona nigdy nie zechciałaby się zadawać z kimś takim jak ty. – wyparował Ron, na co Draco głośno się roześmiał.
- Widzisz i tutaj oboje będziemy zadowoleni. JA nigdy nie chciałbym się zadawać z taką Szlamą jak ona! – mówiąc słowo „Szlama”, Malfoy omal nie splunął.
Ron chcąc bronić honoru Gryfonki, wyciągnął różdżkę i wycelował nią w Dracona, który widząc to ani drgnął.
- Myślisz, że się boję? CIEBIE? No, chyba żartujesz. – powiedział drwiąco Draco i zaśmiał się. Najwyraźniej nie miał zamiaru nawet wyciągać swojej różdżki, bo stał z założonymi rękoma i patrzył prosto w oczy Rona.
Hermiona postanowiła to przerwać, wiedziała bowiem, że jeśli już do jakiegoś pojedynku by doszło, to jej przyjaciel na pewno nie wyszedłby z niego cało. Dziewczyna podeszła do Rona i odciągnęła go od Malfoy’a, który najwyraźniej zasmucił się tym, że nic nie wyszło z bójki z Weasley’em.
- Ron, idziemy. – powiedziała dobitnie Hermiona, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wagonu Gryffindoru.
- To jeszcze nie koniec – warknął Ron do Dracona, który głośno się zaśmiał.
- Nie mogę się doczekać.
Ron spojrzał raz jeszcze z nienawiścią na Ślizgona i poszedł za przyjaciółką.

***

- On jest bezczelny! Jak mógł tak się odezwać do tego dziecka?! – Hermiona wzburzona siedziała właśnie w Wielkiej Sali przy stole Gryfonów i opowiadała Harry’emu i Ginny o zajściu w wagonie Slytherinu.
Harry spojrzał na Hermionę znad swojego talerza, z którego właśnie miał zamiar zjeść smakowicie wyglądającego naleśnika.
- Hermiono, myślę, że trochę przesadzasz. W końcu ten dzieciak nauczy się zasad tej szkoły. Może i Malfoy powiedział to zbyt ostro, ale jednak trzeba mu przyznać rację – te dzieciaki trzeba uczyć porządku od początku.
- Nie wierzę! Harry, jak możesz tak mówić? To był mały chłopiec, jeszcze nawet nie widział Hogwatu, prawdopodobnie nauczyciela też jeszcze żadnego nie widział, a już mu się oberwało. I to od Malfoy’a! Gryfonka patrzyła z wyrzutem na Potter’a, który wrócił do pałaszowania pysznych naleśników.
- Ginny, powiedz, że mam rację – powiedziała błagalnie panna Granger, na co Ruda przybrała dziwny wyraz twarzy, jakby się wahała.
- No wiesz, w sumie to oboje macie rację, tak po części oczywiście. Te dzieciaki rzeczywiście trzeba uczyć dyscypliny już od początku. Ale z drugiej strony Malfoy rzeczywiście przesadził.
Hermiona spojrzała ze złością na przyjaciółkę, ta jednak ze skruchą wzruszyła ramionami, patrząc na Harry’ego. Panna Granger oczywiście rozumiała, że Ginny nie chce się kłócić z Wybrańcem, ale mogła pomóc przyjaciółce. Dziewczyna już miała się odezwać kiedy dyrektor szkoły wstał.
- Widzę, że kończycie już ucztę, dlatego chciałbym poprosić, by pan Malfoy po odprowadzeniu pierwszorocznych do ich dormitoriów zgłosił się do mnie. Życzę miłego pobytu w naszej szkole. Dziękuję, to wszystko.  – powiedział Dumbledore, po czym usiadł na swoim miejscu.
Reakcja uczniów Hogwartu na te słowa, nie jest trudna do odgadnienięcia – wszystkie głowy zwróciły się w stronę Dracona, który siedział przy stole Slytherinu lekko zdezorientowany. Kiedy już się ocknął i zobaczył ogromne oczy wpatrujące się w niego, posłał parę tych swoich wściekłych spojrzeń w stronę kilku uczniów, co dało natychmiastowy efekt – wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć. Wszyscy poza Hermioną Granger, która nadal uparcie i z niemałym zadowoleniem wpatrywała się w Malfoy’a. Ten oczywiście szybko to zauważył i posłał jej jeszcze bardziej wściekłe spojrzenie niż pozostałym uczniom. Ta jednak zbytnio się tym nie przejęła, z uśmiechem na ustach odwróciła się powoli do swoich przyjaciół.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Rozdział II


Hermiona leżała na swoim łóżku w uroczym pokoju Ginny, po którym właśnie się rozglądała. Znała go doskonale, była tu już wiele razy. Mimo tego, zawsze podziwiała ten artystyczny nieład w pokoju przyjaciółki. Hermiona wiedziała, że jej nie stać by było na coś takiego, u niej zawsze wszystko jest poukładane idealnie i nie ma miejsca na bałagan. Właśnie zwróciła wzrok w stronę plakatu jakiegoś zespołu muzycznego, którego nazwę Ginny wiele razy jej już powtarzała, ale ona nadal nie mogła jej zapamiętać, kiedy do pokoju wparowała właścicielka tego zakątka domu.
- Nareszcie! Myślałam, że już nigdy nie skończy. – Ginny przeszła szybko przez pokój, po czym opadła na swoje łóżko, które stało naprzeciw łóżka Hermiony.
- O co mu tym razem chodziło? – spytała z grzeczności panna Granger, chodź doskonale wiedziała o czym tym razem Ron chciał „poważnie” porozmawiać z siostrą.
- Jak to o co? O Harry’ego. Jak zwykle upiera się przy swoim, choć nie wiem po co. Mało mnie obchodzi jego zdanie. Dalej będę się spotykać z Potter’em. – Ginny wyrzucała z siebie te słowa z zadziwiającą prędkością, a Hermiona tylko na nią patrzyła z uśmiechem. Uwielbiała tę dziewczynę, świetnie się dogadywały.
- Nie martw się. Wkrótce na pewno zmieni zdanie. Zobaczysz  – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do przyjaciółki, która odwzajemniła gest.
- No, a co tam z tobą? – spytała Ruda, a Hermiona pierwszy raz nie wiedziała o co jej chodzi. Spojrzała na nią pytająco, a Ginny w odpowiedzi przewróciła oczami.
- Chodzi mi o chłopaków. Ron i ty, coś z tego będzie? Bo kiedyś mówiłaś, że on jakby ci się podobał. Choć nie wiem co ktokolwiek może w nim widzieć, a szczególnie ty. Jesteś dla niego za inteligentna.
- Ginny! Nie mów tak o bracie. Jak możesz? – powiedziała z udawaną powagą panna Granger, po czym wybuchła z przyjaciółką śmiechem.
- A tak na serio. Ron już mi się nie podoba i wątpię, żeby w najbliższym czasie ktoś mi się spodobał. – powiedziała z pełną powagą panna Granger, a Ginny spojrzała na nią tylko dziwnie.
- A gdyby tak… A może ja ci kogoś znajdę? – po chwili ciszy te słowa padły z ust Rudej, która znowu była podekscytowana jednym ze swoich „genialnych” pomysłów. Hermiona spojrzała na nią sceptycznie.
- Nie ma mowy. Chcę pobyć sama, bez tych wszystkich głupstw, jakimi jest miłość. Komu to potrzebne?
- Nie wiem jeszcze jak, ale jakoś cię przekonam. Zobaczysz – powiedziała Ginny i uśmiechnęła się.
Po chwili dziewczyny usłyszały straszny hałas. Spojrzały na siebie i zerwały się z łóżek, na których siedziały, po czym zbiegły na dół.
W jadalni stał nie kto inny jak honorowy gość tego domu, czyli pan Potter, który widząc Ginny, podbiegł do niej i mocno uściskał. Widząc jednak wzrok Rona odsunął się od niej lekko i uśmiechnął przepraszająco, po czym podszedł do Hermiony i ją również objął.
- Harry! – krzyknęła pani Weasley, kiedy wszedłszy do pomieszczenia, ujrzała Potter’a. Podbiegła szybko do niego, przy czym niechcący odepchnęła Hermionę. Ta jednak nie miała jej tego za złe, bo wszyscy wiedzieli, jak pani domu uwielbia Harry’ego.
- Schudłeś! Zaraz cię nakarmimy, bo pewnie jesteś głodny. Ci Mugole, pewnie cię nie szanują. – mówiła pani Weasley, kiedy jej córka stała nieopodal i śmiała się pod nosem.  Harry spojrzał na nią, a ta momentalnie spoważniała, co tym razem rozśmieszyło Hermionę. W końcu jednak wszyscy wybuchli śmiechem i poszli razem do kuchni, dokąd koniecznie Molly Weasley chciała zabrać Harry’ego. Musiała jak najszybciej go nakarmić.
***

- Harry, jak myślisz? Co teraz będzie? – spytała jak zwykle panikująca Hermiona. Po tym jak Potter powiedział po rozmowie z Dumbledore’m, że Śmierciożercy chcą się dostać do Hogwartu, panna Granger, nie mogła przestać o tym myśleć.
- Nic nie będzie. Dumbledore nas ochroni. Już rzucił jakieś czary ochronne, a przecież wiesz, że jest potężnym czarodziejem. – odpowiedział Wybraniec.
- Niby tak, ale wiesz jak to jest… - kontynuowała Hermiona, ale chyba zabrakło jej argumentów, bo przerwała.
- Wiecie, że u Malfoy’ów jest coraz gorzej? – wypalił nagle Ron, który siedział do tej pory bardziej z boku, widocznie nie miał zamiaru dyskutować o Voldemorcie. Kiedy jednak wypowiedział te słowa, wszyscy zwrócili swoje głowy w jego stronę, włącznie z Ginny, którą zazwyczaj nie interesowało nic co wychodzi z ust brata.
- No dobrze, ale co nas to obchodzi? – spytał lekko zdezorientowany Potter, a Ron tylko wywrócił oczami, jakby miał do czynienia z niezbyt rozgarniętą osobą.
- Jak to co? To jest jedna z najważniejszych informacji dotyczących Sami-Wiecie-Kogo.
- A co to ma z nim wspólnego? – zainteresowała się Hermiona.
- A to, że krążą plotki. O tym, że Malfoy ma zostać jednym z nich.
- Przecież Malfoy JEST jednym z nich. Ron, o czym ty gadasz? – Ginny jak zwykle bez szacunku odnosiła się do brata.
- Chodzi mi o młodego Malfoy’a. O Draco. Ma zostać Śmierciożercą. – kiedy Ron wypowiedział te słowa, wszyscy zastygli w bezruchu wpatrując się w siebie po kolei. Ciszę przerwała Hermiona.
- Przecież on się nie nadaje na sługę Voldemorta. Jest tchórzem. Owszem, udaje wielkiego bohatera, ale nim nie jest. Voldemort z pewnością by go nie chciał w swoich szeregach. Skąd w ogóle posiadasz takie informacje?
- Od taty. W ministerstwie dużo się teraz o tym mówi. Normalnie to często ktoś się do Śmierciożerców przyłącza, ale osoba w tak młodym wieku, rzadko. – odpowiedział Ron, a jego siostra znowu przemówiła.
- Czemu ja o tym nic nie wiem, skoro nasz tata mówił to tobie?! – dziewczyna wyglądała na dosyć złą, co nietrudno było zrozumieć. Jej brat wiedział o tak ważnej informacji, a ona nie, mimo, że należała do tej samej rodziny.
- Bo tata nie chciał cię martwić. W końcu jesteś dziewczyną.
- A co ma wspólnego jedno z drugim?
- Jak to co? Dziewczyny są słabsze!
- Od ciebie nikt nie jest słabszy! – zaczęła już krzyczeć Ginny, podchodząc do brata i szykując kolejne zarzuty, kiedy na jej ramieniu zacisnęła się ręka.
- Przestańcie już. Ginny, usiądź proszę, a ty Ron, nie krzycz tak na siostrę. – Harry popchnął Rudą lekko w stronę sofy, na której razem usiedli.  Ron tylko posłał mu mordercze spojrzenie, ale Potter nie zwrócił na to uwagi.
- Może wrócimy do tematu. Jest dość ciekawy. – powiedziała Hermiona.
- Ok. Mi się wydaje, że Draco nie może być Śmierciożercą. A nawet jeśli? To co? Nie mamy się czego obawiać, przecież jest bezsilny. – zaczął Harry, kiedy przerwała mu jego przyjaciółka.
- Niby tak, ale w rękach Voldemorta, pod czujnym okiem ojca, mógłby się stać naprawdę groźny. – głos Hermiony był ostry, była pewna, że jej słowa mogą się sprawdzić.
- W sumie to racja. Ja popieram Hermionę. Malfoy naprawdę mógłby się stać kimś naprawdę groźnym, gdyby ćwiczył pod nadzorem ojca. – poparła przyjaciółkę Ginny, do której uśmiechnęła się z wdzięcznością Hermiona.
Harry wstał lekko poirytowany z sofy i zostawił na niej samą Ginny.
- Dobrze, zakończmy na razie ten temat. W końcu możemy chyba porozmawiać o czymś przyjemnym. Może Ginny opowie coś ciekawego? Wydarzyło się coś u was w wakacje? – Wybraniec skierował pytanie do siostry Rona, który patrzył teraz na niego jakby zrobił coś niewybaczalnego.
- A mnie to tu nie ma? Jak chcesz to ja ci opowiem co tu się działo. W końcu wiem wiele więcej niż ona. – wypalił Rudzielec, a Ginny zaśmiała się. Jej brat jednak nie miał tak dobrego humoru i nadal wpatrywał się w nią jak w najgorszego zbrodnialca. Po chwili jego mina nie była już taka ostra, bo sam się roześmiał, a w jego ślady poszła reszta przyjaciół.
Czwórka nastolatków śmiała się w najlepsze, choć wiedzieli, że mogą to być jedne z ostatnich tak radosnych chwil w najbliższej przyszłości, a być może nawet w całym ich życiu.

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Rozdział I

Rozdział miał być w piątek, ale nie miałam jak go dodać, więc pojawia się dzisiaj :) Póki co i tak nikt tego nie czyta, więc chyba nic się nie stało :)
Następny rozdział w ten piątek.

-------------------------------------------------------


Był wczesny poranek, ale Dracon już dawno nie spał. Praktycznie cała noc była dla niego bezsenna, ponieważ rozmyślał nad tym, co powiedzieć ojcu, jakiej odpowiedzi mu udzielić. Jeśli wybierze drogę, jaką wyznaczył mu ojciec, z pewnością źle skończy. Do końca życia będzie musiał służyć komuś, kogo nawet nie szanuje, jak to robi jego ojciec. Młody Malfoy bał się Voldemorta, to było jedyne jego uczucie, żywione do Czarnego Pana. Jeśli wybrałby służbę u boku Voldemorta, to tylko śmierć jednego z nich mogłaby pomóc Draconowi. A póki, co, jedyną osobą, która może zabić Toma Riddle’a jest Potter. Poza tym nawet, jeśli Harry’emu udałoby się dokonać czegoś tak niesamowitego, to Malfoy, jak i reszta Śmierciożerców z pewnością skończyłaby w Azkabanie.
Drugą opcją dla blondyna jest odmowa. Jednak nie jest to takie proste, bo Draco nie wyobraża sobie, co jego ojciec by mu zrobił, gdyby usłyszał negatywną odpowiedź.
Rozmyślania przerwał Draconowi nagły wrzask matki. Chłopak poderwał się z łóżka, chwycił tylko różdżkę leżącą na stoliku nocnym obok jego wielkiego łoża, po czym wybiegł z pokoju tylko w bokserkach. Nie było, bowiem czasu na jego marnowanie poprzez zakładanie ubrań, kiedy jego matce mogła dziać się krzywda. Znowu.
Młody Malfoy wybiegłszy ze swojej sypialni, biegł przez dobrze znany sobie korytarz, w którym na ścianach wisiała masa obrazów przedstawiających jego przodków, którzy jeszcze spali w ozdobnych ramach. Dracon jednak w tamtej chwili nie zwracał na nie uwagi, jego jedynym celem było jak najszybsze znalezienie się przy Narcyzie, która już nie raz była bita przez męża. Kiedy chłopak biegł przez korytarz, w jego głowie pojawiały się obrazy, w których jego matka otrzymywała ciosy od Lucjusza, który za nic miał jej płacz i prośby. Zawsze szło o drobiazgi. A to skrzat domowy stłukł wazon, a to Narcyza wyraziła swoją skromną opinię na jakiś temat. Nieważne, co to było, Lucjusz Malfoy zawsze znalazł powód by wyżyć się na swojej żonie.
Draco po ostatnim razie, kiedy to Narcyza powiedziała, co myśli o załączeniu Dracona do grona Śmierciożerców, postanowił, że nigdy więcej nie pozwoli na to, by ojciec bił jego matkę. I dzisiaj skończy z przemocą w rodzinie.
Blondyn właśnie dotarł do schodów, u których podnóża znajdowało się małżeństwo Malfoy’ów. Jak też chłopak się domyślał, ojciec znowu znęcał się nad swoją żoną.
Draco rozwścieczony wpatrywał się w ojca, który nagle odwrócił głowę w jego stronę, po czym zmierzył go wzrokiem i zatrzymał się na różdżce.
- Po co ci to? – wycedził cicho Lucjusz, ale mimo tego młody Malfoy i tak go doskonale usłyszał. – To sprawa między mną i matką. Nie wtrącaj się! I lepiej się ubierz.
Blondyn spojrzał na przestraszoną matkę, która nagle zmieniła wyraz twarzy na taki, który w bardzo mało przekonywujący sposób mówił, że nic się nie stało. Niestety nie była tak dobrą aktorką, by jej syn mógł w to uwierzyć, ale widząc jej błagające spojrzenie, odwrócił się z irytacją i pomaszerował do swojego pokoju z uczuciem porażki.
ON musi coś w końcu z tym zrobić!
Wrócił do pokoju, ale nie zamierzał po prostu położyć się do łóżka, usnąć i zapomnieć o scenie, której był świadkiem. Nagle zdał sobie sprawę, że nawet nie wie, o co poszło tym razem. Już miał sobie odpuścić, ale jeśli się nie dowie, co było przyczyną kłótni, to jak ma to powstrzymać?
Zarzucił tylko szlafrok i po cichu wyszedł z pokoju, kierując się w stronę schodów prowadzących do salonu. Pospiesznie przemierzał korytarz, by w końcu znaleźć się na rogu obok schodów. Oparł się o ścianę i słuchał.
- Jak możesz pozwolić na to by twój syn służył Czarnemu Panu? Czy nie wystarczy, że ty Lucjuszu, musisz wykonywać jego polecenia? Wiesz jak to jest. Chyba nie chcesz zgotować synowi takiego samego losu?
- Ten los wcale nie jest zły! I jak ty możesz tak nawet myśleć? Już poprosiłem o to Czarnego Pana. Nie mogę mu teraz powiedzieć, że mój syn stchórzył!
- Ale Lucjuszu, to tylko chłopiec…
Draco wyjrzał powoli zza ściany i zobaczył matkę i ojca, który już unosił rękę by wymierzyć kolejny cios. Do uszu młodego Malfoy’a doszedł dźwięk uderzenia silnej dłoni Lucjusza o delikatny policzek Narcyzy. Blondyn chciał coś zrobić, ale teraz nie mógł. Musi najpierw coś wymyślić. Kiedy będzie w Hogwarcie, będzie bezpieczny i tam na spokojnie będzie mógł przemyśleć wszystko, co konieczne.
- Milcz! Jesteś tylko kobietą! Tylko kobietą! I nie masz prawa mi się sprzeciwiać! Twoja siostra jest zadowolona ze swojej służby. Weź z niej przykład.
- Bellatrix jest stuknięta, przecież ją znasz.
Lucjusz zbliżył się do Narcyzy i wyszeptał jej w twarz:
- Ona nie jest stuknięta. Służba Czarnemu Panu to zaszczyt.
Po tych słowach, pan domu odsunął się od żony i wyminął ją, kierując się w stronę swojego gabinetu. Zawsze się tam udaje, kiedy ktoś lub coś wytrąci go z równowagi.
Narcyza Malfoy usiadła na pierwszym stopniu ogromnych schodów i schowała twarz w dłoniach, po czym zaczęła płakać.
Draco nie znosił takiego widoku, kiedy to jego matka cierpiała. Nie myśląc wiele, zbiegł po schodach i usiadł obok niej, przytulając ją. Ona tylko wtuliła się w syna i zaczęła jeszcze głośniej szlochać.

***
Hermiona usiadła na ławce w ogródku obok domu i zaczęła czytać książkę, kiedy nagle usłyszała huk. Najpierw pomyślała, że może coś się stało na niedalekiej ulicy, ale po chwili zauważyła rude włosy i od razu wiedziała skąd pochodził ów dźwięk. Teleportacja. Stanął przed nią Fred, George, Ron i oczywiście Ginny, która jako pierwsza się jej ukazała. Szybko podbiegła do panny Granger i mocno ją objęła, jakby nie widziały się od lat.
Kolejni z rodziny Weasley’ów zrobili to samo, po czym Hermiona zaprosiła ich do domu.
Kiedy wszyscy już przywitali się z rodzicami brązowowłosej, dziewczyna zaprowadziła ich do swojego pokoju.
- To co gotowa? – wypalił Fred zanim jeszcze panna Granger zamknęła drzwi od sypialni.
- Oczywiście. Ale co wam tak spieszno? – spytała dziewczyna.
- Jak to, co? Chyba mamy swoje życie, nie? – tym razem to George wypowiedział pytanie.
Ron przewrócił tylko oczami i popatrzył karcąco na swoich braci, a potem, już normalnie, na Hermionę.
- Dopiero, co się teleportowaliśmy. Może byście dali jej tak chwilę na pożegnanie z rodzicami? – spytał rówieśnik Hermiony i uśmiechnął się do niej, co ona odwzajemniła.
- Dobra to wy się rozgośćcie. Fred, George przydajcie się na coś i wyślijcie moje rzeczy do waszego domu.  – zwróciła się do bliźniaków Hermiona, po czym powiedziała do Ginny – a ty chodź ze mną. Pożegnam się z rodzicami.
Ginny nie zaprotestowała, ani nawet nic nie powiedziała, po prostu poszła za przyjaciółką. Obie znały się bardzo dobrze i cieszyły się z tego. W końcu dzięki Ronowi, Hermiona poznała tyle wspaniałych osób z jego rodziny.
Panna Granger i panna Weasley zeszły po schodach do jadalni, gdzie rozmawiali rodzice Hermiony. Kiedy zauważyli dwie przyjaciółki od razu przybrali miłe uśmiechy, co trochę zdezorientowało ich córkę.
- Mamo, tato, chciałam się z wami pożegnać. Dzisiaj jadę do Weasley’ów, więc już nie wrócę przed wyjazdem do szkoły – powiedziała dziewczyna, po czym podeszła najpierw do matki, a potem do ojca, których mocno uściskała. Oczywiście na jej twarzy pojawiły się łzy, jak zawsze, kiedy musiała się z kimś żegnać. Hermiona Granger była bardzo wrażliwą osobą, która jednak zbyt często tego nie pokazywała. Mimo tej cechy była też silna psychicznie. Po tylu latach w Hogwarcie, gdzie jest uważana za Szlamę, trochę się uodporniła na trudności życiowe i złośliwości ludzkie.
- Dbaj o siebie, kochanie. – powiedziała pani Granger i uścisnęła raz jeszcze córkę oraz pocałowała w policzek. Hermiona nie chcąc jeszcze bardziej się wzruszać, odsunęła się od niej z lekkim uśmiechem.
- Zobaczymy się jak najszybciej to będzie możliwe. Do widzenia – powiedziała dziewczyna i odwróciła się, kierując się w stronę schodów, gdzie czekała na nią Ginny.
- Do widzenia – powiedziała tylko na odchodnym Ruda i razem z przyjaciółką udała się do jej pokoju.
Kiedy dziewczyny weszły do pomieszczenia, zauważyły spacerujących bliźniaków, którzy wyglądali jakby zwiedzali jej pokój, zaglądając to tu, to tam.
- Już jesteśmy! – powiedziała trochę zbyt głośno Ginny, a jej bracia aż podskoczyli, na co ona zareagowała śmiechem. W końcu zrobiła to naumyślnie.
- Gotowe? – bez zbędnych ogródek spytał Fred, na co Ron jak i Hermiona przewrócili oczami, a Ginny widząc to, ponownie wybuchła śmiechem.
Hermiona i Ginny podeszły do Freda, który tylko po tym jak dotknęły jego dłoni, teleportował się. Ron i George po chwili zrobili to samo i pokój panny Granger opustoszał na kilka następnych miesięcy.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Prolog [Wybór]

Dzisiaj publikuję prolog mojego nowego opowiadania Dramione pt. "Wybór". Mam nadzieję, że Wam się spodoba :)

***

Przez okno wpadały ostatnie promienie słońca tego dnia, oświetlając włosy Hermiony Granger, która uparcie wpatrywała się w leżącą przed nią książkę z Obrony Przed Czarną Magią. Do pierwszego dnia szóstego roku w Hogwarcie pozostały tylko trzy dni, więc musiała choć pobieżnie przejrzeć nowe księgi zaklęć. Jednak każdy kto zna tę młodą Gryfonkę, doskonale wie, że „pobieżnie” dla niej, oznacza dokładnie przestudiować podręczniki, w takim stopniu, w jakim wielu uczniów nawet przez rok tego nie zrobi.
Dziewczyna westchnęła z irytacją, nie rozumiejąc o co chodzi z jednym z zaklęć i zamknęła z hukiem podręcznik, po czym odłożyła go na szafkę nocną, a sama zeszła z łóżka, na którym wcześniej studiowała książkę i podeszła do okna. Kiedy spojrzała na krajobraz rozciągający się za szybą, przymknęła oczy i delektowała się ciepłem promieni padających na jej twarz.
Hermiona podniosła powieki jakby coś przeraziło ją w jej marzeniach, które snuła jeszcze przed chwilą. Zdała sobie właśnie sprawę, że wkrótce może nie żyć. Powodem jej śmierci z pewnością będzie nie kto inny jak Voldemort albo jeden z jego popleczników, którzy zrobią dla niego niemal wszystko. Niby wiedziała to od dawna, ale teraz to do niej dotarło, tak w pełni.
Przestała śnić na jawie i jeszcze raz, dokładnie spojrzała na rozpościerający się za oknem krajobraz. Mieszkała w spokojnej okolicy, z dala od zgiełku ulic, więc miała również dość ładne widoki. Ten z jej okna przedstawiał oczywiście całą masę domów, które były niesamowicie do siebie podobne, ale pokazywał również malutki ogródek, który należał właśnie do jej rodziny. Latem lubiła tam przesiadywać, na ławce, wśród pięknych kwiatów, z książką w ręku. To była jej oaza, w której nie musiała myśleć o czyhających niebezpieczeństwach.
- Hermiono, kolacja! – głos matki wyrwał ją z rozmyślań, których i tak nie chciała prowadzić, bo nie przynosiły jej nic dobrego, a chciała w spokoju spędzić te ostatnie dni w domu. W końcu wiedziała, że po tym jak znowu zagości w Hogwarcie, nic nie będzie spokojne, bo teraz nadszedł czas bitwy z Voldemortem, do której ona, Harry i Ron muszą się przygotować.
Dziewczyna nagle potrząsnęła głową, jakby chciała się pozbyć niechcianych myśli i wyszła z pokoju.
***

Draco Malfoy siedział właśnie wygodnie w jednym z foteli znajdujących się w salonie posiadłości swojej rodziny, kiedy do pomieszczenia wszedł jego ojciec. Młody blondyn natychmiast wyprostował się na siedzeniu, jakby obecność ojca do tego zobowiązywała. Mugol z pewnością pomyślałby, że to przez szacunek do rodzica, ale ten kto znał arystokratyczną rodzinę, wiedział, że tak naprawdę Dracon Malfoy bał się ojca, który niejednokrotnie czynił go świadkiem niezbyt miłych scen, kiedy to bił własną żonę. Tak, właśnie tak. Lucjusz Malfoy mimo, że wraz z Narcyzą udawali przykładne małżeństwo tak naprawdę wcale go nie tworzyli. Między nimi zawsze panował chłód, który po bliższym przyjrzeniu się, dało się zaobserwować.
- Witaj ojcze – przywitał się Draco, przy czym podniósł się z fotela i poprawił koszulę, która i tak była już idealna.
- Witaj synu. Chciałbym z tobą porozmawiać – Lucjusz nie zamierzał najwidoczniej pytać syna ani o samopoczucie, ani o cokolwiek innego związanego z jego osobą i jego potrzebami. Jak zwykle miał do niego interes. W końcu zawsze przychodził do syna tylko, gdy czegoś od niego żądał. Tym razem nie było inaczej.
- Jak wiesz, Czarny Pan przystał na moją prośbę dołączenia cię do naszego grona i teraz decyzja należy do ciebie. Chcesz dołączyć do nas i służyć Jemu najlepiej jak potrafisz? – ojciec Dracona mówił bez ogródek, poza tym był pewien, że syn na pewno przystanie na jego propozycje, a raczej żądanie.
Lucjusz spojrzał na syna, którego twarz przybrała dziwny wyraz, trudny do zidentyfikowania.
- Czy widzę na twojej twarzy wahanie?
 - Ależ skąd – zaprzeczył szybko Dracon, ale ojciec spostrzegł już, że ten wcale nie jest taki pewny tego czy chce pójść taką drogą jak on.
Ojciec Dracona podszedł do niego szybko i spojrzał na niego wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu. Młody Malfoy zadarł głowę lekko w górę, by spojrzeć ojcu w oczy. Robił to z niemałym strachem, jednak niczego nie dał po sobie poznać, dopóki ojciec nie ścisnął jego ramienia tak mocno, że Draco aż syknął. Być może w innej sytuacji by tego nie zrobił, ale zaskoczenie plus mocny uścisk Lucjusza robiły swoje.
- Powiedz, że się zgadzasz. Powiedz, że chcesz służyć Czarnemu Panu – wycedził Lucjusz do swojego syna, który stał jak sparaliżowany. Zajście powstrzymał Greyback, który nagle pojawił się w salonie. Spojrzał najpierw na Lucjusza, a potem na jego rękę ściskającą ramię Dracona.
- Widzę, że przeszkadzam. Jak skończycie, to mnie zawołaj, Lucjuszu. Będę czekał w jadalni.
Śmierciożerca już zaczął się wycofywać z pomieszczenia, ale przerwał mu w tym głos pana domu.
- Już skończyliśmy – powiedział Lucjusz do Greybacka i syna jednocześnie, po czym wyszeptał tylko do tego drugiego – Masz tydzień. Potem wyślesz mi list z odpowiedzią, ale wiedz, że jeśli będzie ona negatywna to gorzko tego pożałujesz.
Po tych słowach puścił syna i podszedł do Greyback’a, z którym wyszli razem, zapewne rozmawiając o planach Czarnego Pana.
Draco spuścił wzrok, ale na jego twarzy nie było widać smutku. Jak zwykle ta sama maska obojętności, którą pokazywał zawsze i wszędzie.
Spojrzał jeszcze przez jedno z nielicznych okien w tej rezydencji i spostrzegł chowające się za horyzontem słońce, które zwiastowało początek nocy. Odwrócił się i szybkim krokiem pomaszerował w stronę swojej sypialni.

Kilka wstępnych słów

Witajcie na moim nowym blogu, który poświęcam w całości opowiadaniom o tematyce Harry Potter. FanFictions, bo tak nazywają się historie tworzone przez fanów na podstawie już stworzonych opowieści.
Na moim blogu znajdziecie najczęściej opowiadania Dramione (Draco Malfoy/Hermiona Granger). Jednak poza tym będą również inne. Postaram się pisać również o tematyce Harmione (Harry Potter/ Hermiona Granger), Romione (Ron Weasley/Hermiona Granger). Postaram się też pisać nie tylko romantyczne opowiadania, ale być może kiedyś, uda mi się napisać jakby alternatywną część Harry'ego Potter'a, która będzie opisywała przygody całego trio :)
Mam nadzieję, że to co wkrótce przeczytacie przypadnie Wam do gustu :)
Pierwszym opowiadaniem jakie znajdziecie na tym blogu będzie o tematyce Draco/Hermiona :) Mam nadzieję, że lubicie tę parę.