niedziela, 4 września 2011

Rozdział V


Wściekły Draco natychmiast poderwał się z podłogi, na której jeszcze przed chwilą siedział. Teraz jednak stał już dumnie wyprostowany przed Hermioną Granger, którą uważał za największą Szlamę i Ronem Weasley’em, biednym chłopakiem, Zdrajcą Krwi. Malfoy spojrzał wojowniczo najpierw w oczy Gryfonki, a potem w jej przyjaciela. Ron lekko się skrzywił ze strachu, co oczywiście blondyn od razu zauważył i zaśmiał się pod nosem. Panna Granger stała jednak niezłomna i wpatrywała się wyczekująco w prefekta Slytherinu.
- Co ty tu robisz? – spytała raz jeszcze Hermiona.
- Jak to co?! Patroluję! – krzyknął oburzony Dracon. Hermiona spojrzała na niego z politowaniem i tym razem to ona się roześmiała.
- Czyżbyś przerzucił się na patrolowanie terenu Gryfonów? Bo nie wiem czy wiesz, chociaż z twojej miny wnioskuję, że jednak nie wiesz, ale jest to NASZ teren. Dzisiaj jest nasz dyżur! – zaczęła Granger, co najwyraźniej zaczęło denerwować Malfoy’a, który zacisnął pięści i stał z wściekłym spojrzeniem utkwionym w dziewczynie.
Przystojny blondyn podszedł do Gryfonki, na co Ron przestąpił z nogi na nogę, jakby nie wiedział czy dalej stać na swoim miejscu czy może interweniować. W końcu pozostał na swoim miejscu.
- O proszę! Pan Weasley się boi. Nic nowego. – powiedział szyderczo Ślizgon, a rudzielec kipiał już obok niego złością. Miał już nawet coś powiedzieć, ale Malfoy uciszył go gestem ręki i nie czekając, zaczął mówić dalej – Panno Granger, Kujonko, Szlamo, czy jak tam chcesz. Chciałbym cię powiadomić, że jestem prefektem i mogę ci odebrać punkty za obrażanie mnie.
Dracon najwyraźniej był z siebie bardzo zadowolony, bo przybrał ten swój ironiczny uśmiech i patrzył wyzywająco na Granger.
- I tutaj właśnie pokazałeś swoją głupotę. MI nie możesz odebrać żadnych punktów, gdyż i ty i ja jesteśmy prefektami, co wyklucza odbieranie sobie nawzajem punktów. I kto tu jest mądrzejszy? – tym razem to Hermiona triumfowała i nie zamierzała tego ukrywać. Dracon natomiast podszedł jeszcze bliżej niej, tak że czuła na swojej twarzy jego oddech.
- Wszystko jedno. Nie zadzieraj ze mną, bo źle się to dla ciebie skończy. – wysyczał jej prosto w twarz, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wieży Slytherinu.
- Myślisz, że jeśli wkrótce będziesz Śmierciożercą to możesz wszystko?! To cię rozczaruję! Nic nie możesz mi zrobić. – wykrzyczała Hermiona za Malfoy’em, który gwałtownie się obrócił na wzmiankę o Śmierciożercach. Stanął na środku korytarza i powoli zaczął się odwracać do Hermiony. Na jego twarzy nie było jednak nic z dawnego, szyderczego Dracona. Jego twarz przybrała obojętny wyraz, jednak budzący grozę.
Ron, który do tej pory stał nieruchomo i obserwował całe zajście z boku, poruszył się niespokojnie i podszedł powoli do przyjaciółki, by w razie potrzeby móc zareagować.
- I wiesz co ci …? – zaczęła Gryfonka, ale Weasley ją uciszył.
- Hermiono, przestań. – powiedział cicho rudzielec, na co Malfoy prychnął pod nosem. Nie zmieniło to jednak ani trochę wyrazu jego twarzy.
- No właśnie, Granger. Słuchaj się Wiewióry. Najlepiej podkul ogon i zmykaj stąd, zanim zrobi się nieprzyjemnie.
- Tego już za wiele. Trzeba mu pokazać kto tu jest lepszy! – Hermiona już sięgnęła po różdżkę, kiedy dłoń Rona ją powstrzymała.  – Co ty wyprawiasz? Trzeba go nauczyć porządku!
Kiedy panna Granger tak się miotała z Weasley’em, nieudolnie próbującym ją powstrzymać, Dracon obserwował to zajście z boku i śmiał się. Najzwyczajniej w świecie śmiał się, widząc jak dwójka przyjaciół kłoci się. W końcu postanowił stamtąd odejść. Miał już dość wrażeń na dziś. Teraz nie miał ochoty zajmować się Gryfonami, którzy dopiero opuścili piaskownicę. Draco Malfoy obrócił się i ruszył w stronę wieży Slytherinu. Kiedy opuszczał korytarz, dalej słyszał odgłosy szarpaniny prefektów Gryffindoru, którzy nawet nie zauważyli, że ich „ofiara” właśnie sobie poszła. Blondyn zaśmiał się pod nosem i w ciszy szedł dalej.

***

- Hermiona, przestań! – wrzeszczał dalej Ron, który próbował powstrzymać przyjaciółkę przed zrobieniem czegoś głupiego. Sęk w tym, że powód ich kłótni już sobie poszedł.
- Ron! Gdzie on jest? – zapytała w końcu Gryfonka, kiedy zobaczyła, że Ślizgona już z nimi nie ma.
- Uciekł! Tchórz – podsumował Ron, na co Hermiona tylko skinęła głową. Cóż, ona wiedziała to już od dawna.
- Trudno. Rozprawimy się z nim kiedy indziej – stwierdził rudzielec i już miał zamiar ruszyć w stronę dormitorium, kiedy Hermiona go zatrzymała.
- Ale trzeba się z nim rozprawić! – upierała się Gryfonka, która za nic nie miała zamiaru odpuszczać okropnemu Ślizgonowi.
- Hermiono, daj sobie z tym dzisiaj spokój. – Ron, który wcześniej wiele by dał, żeby pobyć z dziewczyną choć chwilę dłużej, teraz miał już ochotę wracać do wieży Gryffindoru. Wiedział, że jeżeli panna Granger przy czymś się uprze, to nie daje łatwo za wygraną, dlatego musiał ofiarować przyjaciółce pewien układ.
- Posłuchaj. Jutro go dorwiemy i z nim sobie porozmawiamy. Dzisiaj jest już późno. Chodźmy do naszych dormitoriów.
- No dobra. Ale jutro go dorwiemy! – powiedziała ostro dziewczyna, przy czym groźnie patrzyła w oczy rudzielca.
- Obiecuję ci. Teraz już chodźmy. – odpowiedział chłopak, a dziewczyna lekko się rozluźniła i ruszyła w stronę wieży Gryffindoru razem z Ronem.

***
Kiedy tylko Draco wparował do swojego prywatnego dormitorium, usiadł na wygodnym, o kolorze zgniłej zieleni fotelu i sięgnął po Ognistą Whiskey, której zapas zawsze znajdował się w jego mini barku.
Po nalaniu sobie sporej ilości napoju, blondyn rozsiadł się jeszcze wygodniej na siedzisku i zaczął rozmyślać, popijając trunek.
Jego myśli wciąż krążyły wokół oferty dyrektora, który chyba rzeczywiście chciał mu pomóc. Ale jak on niby sobie to wyobrażał? Że odetnie go od rodziny która zresztą i tak nie będzie chciała mieć nic wspólnego z nim kiedy da negatywną odpowiedź ojcu? Lucjusz z pewnością by się wściekł, zrobiłby tak jak powiedział na peronie, przed odjazdem Dracona do Hogwartu – wydziedziczyłby go. W sumie nie byłoby to takie złe w mniemaniu Ślizgona. Jedynym problemem była matka. Bo co stałoby się z nią? Blondyn nie wyobrażał sobie jej samej z Lucjuszem. Poza tym, on pewnie obwiniałby ją o to co się stało. Nie. Temu problemowi musiał również zaradzić. Jeszcze nie wiedział jak, ale jakoś trzeba rozwiązać ten problem. Pozostawała jeszcze kwestia jego utrzymania. Co by zrobił bez tej fortuny Malfoy’ów? Jest dopiero na szóstym roku, w dodatku na początku roku. Pozostają więc jeszcze dwa lata w szkole, a przez ten czas musi w końcu jakoś żyć. Draco nie sądził, by Dumbledore zechciał mu pomóc w tej kwestii, a poza tym, on sam nie chciałby otrzymywać jałmużny od dyrektora. To gorsze niż bycie nieczystej krwi. I znowu Dracona naszło to samo pytanie. Jak niby Dumbledore miał mu pomóc? Po prostu sobie tego nie wyobrażał.
Ślizgon w końcu wstał i dopił resztki Ognistej Whiskey, po czym zniknął za drzwiami łazienki.

Rozdział IV


Uczniowie powoli wychodzili z Wielkiej Sali, kiedy Dracon stał przy ogromnych drzwiach czekając aż wszyscy pierwszoroczni zbiorą się obok niego i Pansy Parkinson. Nagle, nie wiadomo skąd, obok Malfoy’a pojawił się opiekun Slytherinu – Snape.
- Kiedy skończysz ich odprowadzać, zejdź do lochów – powiedział profesor.
- Ale..- zaczął Draco, jednak opiekun jego domu natychmiastowo mu przerwał.
- Wiem, że masz spotkanie z profesorem Dumbledore’m, ale ktoś musi cię do niego zaprowadzić. Wątpię byś wiedział jak dostać się do jego gabinetu, więc ja cię tam zaprowadzę.
- Dobrze, panie profesorze – odpowiedział Malfoy, po czym Snape szybko się ulotnił.
Draco spojrzał na Pansy, która wpatrywała się w niego z ciekawością. Już wcześniej to zauważył, ale nie miał zamiaru zaczynać tematu, gdyż nasłuchał się od Zabiniego, który koniecznie chciał wiedzieć po co Dumbledore go do siebie zaprosił, jeśli można to tak nazwać. Oczywiście Draco powiedział mu, że nie wie o co w tym chodzi, co z resztą jest zgodne z prawdą, ale Blaise oczywiście mu nie uwierzył i chyba się obraził. Draconowi jednak w tamtej chwili było to zupełnie obojętne, ponieważ był bardzo ciekaw, czego też może chcieć od niego dyrektor Hogwartu.
- Czemu on cię tam wezwał? – zapytała w końcu Parkinson, widocznie przezwyciężając strach. Od zawsze bowiem bała się Malfoy’a mimo tego, że po części należała do jego paczki i powinni być w dość dobrych stosunkach.
Draco spojrzał na nią przelotnie, po czym znowu utkwił wzrok w pierwszorocznych, którzy już w całości się przed nimi zebrali.
- Niby skąd mam wiedzieć? – wycedził do rówieśniczki, po czym zwrócił się do najmłodszych uczniów Slytherinu – Teraz pierwszoroczni, pójdziecie za mną i moją koleżanką, Pansy. Zaprowadzimy was do waszych dormitoriów, gdzie spędzicie dużą część czasu w tej szkole.
Po tym przemówieniu, Malfoy i Pansy ruszyli w stronę wieży Slytherinu, prowadząc małe dzieci, wpatrujące się z zachwytem we wszystko co było dla nich nowe.

***

Kiedy prefekci Slytherinu odprowadzili już najmłodszych uczniów do ich dormitoriów, Draco pożegnał się oschle z Pansy i wyszedł z Pokoju Wspólnego Ślizgonów, po czym ruszył w stronę lochów.
Idąc, zastanawiał się czego też może od niego chcieć sam Dumbledore. Zazwyczaj to Potter do niego trafiał w niewiadomych celach.
Niemożliwym jest by Draco coś przeskrobał, bo w końcu jest to pierwszy dzień w szkole. Chociaż może Granger na niego naskarżyła za to co wydarzyło się w pociągu. W sumie to było do niej podobne, jak uważał Malfoy. W końcu zawsze stara się być taka idealna i wszystkowiedząca, że nie zdziwiłby się gdyby zechciała na niego naskarżyć. Jednak blondyn obiecał sobie, iż jeśli jego wizyta u dyrektora jest jej sprawką to na pewno go popamięta.
Draco schodził już do lochów, kiedy przed nim wyrósł Snape, jak zwykle pojawiając się prawie niezauważalnie.
- Idziemy! – powiedział lakonicznie profesor i ruszył przed siebie, nie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony ucznia.
Draco nie miał do wyboru nic innego jak pójść za opiekunem swojego domu.
W ciszy szli przez korytarze w większości znane Malfoy’owi, kiedy nagle zatrzymali się przed krętymi schodami, po których Snape zaczął wchodzić po wypowiedzeniu jakiejś formułki, prawdopodobnie hasła. Mimo tego, że schody same się poruszały w górę, to opiekun Slytherinu i tak szybko wspinał się w górę, więc Draco poszedł w jego ślady.
Po chwili stali przed wielkimi, masywnymi drzwiami. Snape zapukał i po usłyszeniu zaproszenia, wepchnął Dracona do środka, a sam odszedł zamykając za sobą drzwi.
Malfoy odwrócił się i spojrzał na zamykające się za profesorem drzwi, a potem powoli skierował wzrok na Dumbledore’a, który siedział rozparty na wielkim fotelu i obserwował go znad swoich okularów-połówek.
- Witaj, Draconie. – przywitał się dyrektor, na co blondyn odpowiedział mu skinieniem głowy i powiedział – Dzień Dobry.
- Chiałbym z tobą porozmawiać. – Dubledore wstał z zajmowanego wcześniej miejsca i zaczął powoli przechadzać się po swoim gabinecie. – Być może domyślasz się już o czym.
- Niestety nie. – odpowiedział młody Ślizgon i spojrzał pytająco na swojego rozmówcę.
- Bo widzisz… ja wiem. Wiem, że twój ojciec chce widzieć cię w szeregach Voldemorta.
Blondyn niespokojnie poruszył się na krześle przed biurkiem Dumbledore’a, a jego twarz spoważniała i jednocześnie wystąpił na nią cień strachu, że wszystko może się wydać, albo nawet już się wydało.
- Nie bój się. Nie mam zamiaru cię karać, ani robić nic innego poza ofertą pomocy tobie.
- Pomocy? – Draco nie bardzo wiedział o co może chodzić dyrektorowi. No bo niby jak ten mógł mu pomóc?
- Tak, pomocy. Zapewne wiesz, że znałem Toma Riddle’a, który obecnie znany jest ci jako Czarny Pan. Nie pochwalam tego kim się stał, zresztą pewnie jak każdy. Wiem, że nie chcesz stać się taki jak on. I tutaj właśnie oferuję ci pomoc. Tylko najpierw ty musisz mi powiedzieć dokładniej o swojej sytuacji, gdyż znam tylko pogłoski, a na podstawie tych, dużo nie zrobimy.
- Nie potrzebuję pana pomocy. Z całym szacunkiem, ale myli się pan. Wcale nie mam zamiaru stać się Śmierciozercą, a mój ojciec mnie do tego nie nakłania. – zaprzeczył stanowczo Malfoy, ale dyrektor najwidoczniej nie dał się zwieźć, bo po chwili zaczął:
- Draco, nie udawaj. Oboje wiemy, że to prawda, więc proszę cię, daj sobie pomóc.
Malfoy spojrzał na niego z lekką złością. Był zły. I to bardzo. Bo po pierwsze jak Dumbledore sobie to wyobrażał, pomoc jemu? To jest nierealne. Oczywiście, dyrektor Hogwartu był bardzo potężny, być może tak bardzo jak Voldemort. Ale Malfoy mimo wszystko nie chciał przyjmować pomocy od niego. Może nie tyle co nie chciał, a bał się. Bo co zrobi z ojcem? Jak mu to przekazać, skoro ten oświadczył mu już na peronie, iż jeśli otrzyma negatywną odpowiedź, Draco nie będzie już należał do rodziny Malfoy’ów.
Blondyn patrzył tępo w blat biurka, gdy tymczasem Dumbledore krzątał się po pomieszczeniu, zaglądając to tu, to tam, jakby doglądając czy wszystko w porządku. Ukradkiem oczywiście zerkał na Ślizgona, który rozmyślał zapewne nad propozycją. Albus nie chciał na razie naciskać chłopaka, musiał pozwolić oswoić mu się z tą myślą. Byle nie za długo.
- Przykro mi, ale nie mogę przyjąć pana oferty, bo nikt nie ma wobec mnie planów, w których miałbym stać się Śmierciożercą. – powiedział odważnie Draco, po czym wstał z krzesła, wyprostował się i spojrzał w oczy dyrektora. – A teraz, jeśli pan pozwoli, chciałbym się udać do dormitorium na odpoczynek przed jutrzejszymi zajęciami.
- Oczywiście, nie będę cię już zatrzymywał. Ale pamiętaj, że moja oferta jest nadal aktualna. I jeślibyś zastanawiał się nad moją propozycją, to wiedz, że jestem w stanie ci pomóc i chcę to zrobić. – powiedział Dumbledore i usiadł na swoim fotelu, patrząc jak uczeń wycofuje się z jego gabinetu.
Draco otworzył drzwi i zbiegł jak najszybciej się dało na korytarz, przez który kolejnie szybko szedł. Nie wiedział w jakim kierunku zmierza, pragnął tylko zostać sam, by nikt nie mógł go znaleźć, nawet koledzy. Chciał miejsca, w którym spokojnie zastanowi się nad tym co dalej.
Malfoy w końcu przystanął i rozejrzał się dokoła siebie. Nie znał tego korytarza, wisiały na nim obrazy, których nigdy wcześniej nie widział. Uznał, że to odpowiednie miejsca na rozmyślania, po czym oparł się o ścianę i osunął na podłogę. Schował twarz w dłoniach, ale nie płakał. Zastanawiał się nad swoim życiem i nad tym co by się z nim stało, gdyby przyjął ofertę Voldemorta.

***

- Ron, szybciej! Nie chcę tu zostać do nocy – poganiała przyjaciela Hermiona. Miała już dość chodzenia po korytarzach i sprawdzania, czy na którymś nie czają się uczniowie.
Ron natomiast, nie miał zamiaru szybko wracać do Pokoju Wspólnego, gdyż wiedział, że wtedy będzie musiał udać się do swojego dormitorium i tym samym, rozdzielić z Hermioną.
- Spokojnie, Hermiono. Zdążymy. – powiedział bez pośpiechu rudzielec i opieszale ruszył za pędzącą przed siebie panną Granger.
- Jeśli się nie pospieszysz, to dokończę patrol bez ciebie i cię tu zostawię samego. – zagroziła dziewczyna i nie oglądając się za siebie jeszcze bardziej przyspieszyła. Wiedziała, że po takiej groźbie, Ron na pewno przyspieszy.
Weasley rzeczywiście zaczął szybciej iść, ale dalej trzymał się lekko z tyłu. Chciał obserwować Hermionę, która była dla niego kimś więcej niż przyjaciółką, jednak bał się do tego przyznać.
Dwójka przyjaciół szła w ciszy, kiedy nagle Hermiona stanęła jak wryta z uśmiechem samozadowolenia.
- Mamy go! – powiedziała z radością dziewczyna i pospieszyła by sprawdzić kto jest za rogiem. Ron początkowo nie miał pojęcia skąd Gryfonka wiedziała, że ktoś tam jest, ale kiedy podszedł do miejsca, w którym ona stała wcześniej, zauważył blask światła. Ale nie takiego z lamp, tylko światła z różdżki. Chcąc nie chcąc na jego twarzy również pojawił się uśmiech. Co prawda nie spieszyło mu się opuszczać Hermiony, ale perspektywa złapania kogoś w tym roku po raz pierwszy była kusząca. Z tą myślą Weasley podbiegł do Hermiony, która znowu przystanęła, tym razem już za rogiem. Na jej twarzy jednak nie było zadowolenia, tylko raczej zdziwienie.
Ron spojrzał w stronę tego co powodowało ów grymas na twarzy dziewczyny i po chwili na jego twarzy pojawiło się to samo zdziwienie. Na podłodze siedział Malfoy, a obok niego leżała różdżka, płonąca małym światełkiem.
- Co ty tu robisz?! – wykrzyknęła Hermiona.

niedziela, 21 sierpnia 2011

Rozdział III


Molly Weasley właśnie przytulała do siebie swoją jedyną i najukochańszą córkę, kiedy Ron i Harry obserwowali ludzi wsiadających do Ekspresu Hogwart. Hermiona tymczasem pilnowała by pierwszoroczniacy wchodzili do pociągu powoli i bezpiecznie. Gryfonka nie chciała już w pierwszy dzień swojego dyżuru jako prefekta, odebrać od profesor McGonagall pouczeń na temat tego, jak źle wypełnia swoje obowiązki.
- Harry, Ron, Hermiono! Możecie tu na chwilę podejść? – krzyknęła pani Weasley. Harry i Ron natychmiast do niej podeszli, jeszcze lekko roześmiani, po tym jak zobaczyli dość zabawnego pierwszoroczniaka. Hermiona natomiast lekko się zawahała nim wykonała pierwszy krok w stronę matki Rona. Przecież miała obowiązki. W końcu jednak podeszła do niej, modląc się by tylko McGonagall jej nie przyuważyła. Poza tym Ron mógłby oberwać jeszcze bardziej, bo on zdawał się w ogóle nie przejmować nałożonymi na siebie obowiązkami.
- Chciałabym się z wami pożegnać. Nie będziemy się widzieć sporo czasu – powiedziała Molly do młodych czarodziei, kiedy ci stanęli przed nią w pełnym składzie. Kiedy to mówiła w jej oku zakręciła się łza, z którą wcale się nie kryła.
Pani Weasley po kolei zaczęła obejmować wszystkich, poczynając od Rona, a skończywszy na Hermionie.
Trójka przyjaciół wraz z Ginny pożegnała się z matką rudzielców i skierowała się w stronę Ekspresu Hogwart, machając jeszcze na odchodnym do płaczącej już teraz Molly Weasley.

***
Draco Malfoy stał właśnie na peronie niecierpliwiąc się. Z wytęsknieniem czekał na to, by móc już wsiąść do pociągu i odjechać nim do Hogwartu gdzie byłby wolny od ojca. Jednak w tej chwili musiał znosić Lucjusza, który stał obok niego z surową miną, patrząc przed siebie.
- Pamiętasz o moim pytaniu? – spytał Lucjusz, nawet nie zaszczycając syna spojrzeniem – Oczekuję wkrótce twojej odpowiedzi. Liczę na to, że będzie pozytywna.
- A jeśli nie? – młody Malfoy zadał to pytanie z ukrywanym strachem. Bał się ojca, ale na peronie, przy wielu czarodziejach ten nic nie mógł mu zrobić. Tylko dlatego Draco odważył się zadać to pytanie.
Lucjusz Malfoy powoli skierował swój wzrok na syna, który widząc furię w oczach ojca, przestraszył się.
- Jeśli nie przystaniesz na propozycję, przestaniesz się nazywać moim synem. – wycedził Malfoy, po czym odwrócił się od syna i ruszył w stronę wyjścia z peronu.
Draco Malfoy został sam. Jego matka nie żegnała go jak co roku, bo w tej właśnie chwili, siedzi zapewne na ogromnej sofie w posiadłości Malfoy’ów, z ogromnym sińcem na twarzy, zalewając się łzami. Tak, w domu arystokratycznej rodziny znowu doszło do konfrontacji na linii Lucjusz – Narcyza. Jak zwykle to kobieta wyszła z potyczki pokiereszowana.
Draco nie chciał zostawiać matki samej, ale musiał. Błagała go o to, jak i o to by nie przyjmował propozycji Voldemorta.
Młody Malfoy ruszył w kierunku pociągu, w którym po chwili zniknął.

***

Hermiona właśnie przebrała się w szatę i podeszła do rozsuwanych drzwi przedziału by wyjść na korytarz. Zanim to jednak zrobiła odwróciła się do Ginny Weasley, z którą jeszcze przed chwilą rozmawiała.
- Idę na patrol. Ciekawe czy Ron raczy się pojawić? Pewnie jak zwykle się spóźni – powiedziała z irytacją Granger do swojej przyjaciółki. Ta zaśmiała się cicho i również wstała.
- Mój kochany braciszek z pewnością się spóźni. Taki już jego urok. – powiedziała panna Weasley.
- Jaki urok? – spytała Hermiona, po czym razem z przyjaciółką roześmiały się głośno. Po chwili jednak prefekt Gryffindoru spoważniała i rozsuwając drzwi przedziału spojrzała pytająco na Ginny, która stała właśnie obok niej.
- A co ty właściwie robisz? Wybierasz się gdzieś? – spytała Hermiona.
- Oczywiście. Skoro Ron wybiera się na patrol, to ja idę do Harry’ego. – powiedziała Ruda, uśmiechając się szeroko, a jej przyjaciółka pokręciła tylko głową, po czym wyszły na chłodny korytarz.
- To na razie! – pożegnała się Ginny i ruszyła w stronę przedziału, w którym siedział Wybraniec. Sama Hermiona natomiast poszła przed siebie, rozglądając się czy nikt nie łamie regulaminu Hogwartu, do którego wkrótce dojadą.
Panna Granger szła tak korytarzem, nawet nie zauważając kiedy wkroczyła na teren Slytherinu. Dopiero zimne, stalowo szare spojrzenie otrzeźwiło ją. Spojrzała w oczy Ślizgona o blond włosach i popatrzyła na niego wyzywającą.
- Czego tu szukasz Szlamo?! – zapytał lekko podnosząc głos Draco. Patrzył na nią jak zwykle z tą samą odrazą, którą Hermiona oczywiście od razu wychwyciła.
- No nie wiem, może pierwszoklasistów, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić, a na dodatek, których nie zdołał przypilnować prefekt Slytherinu! – wypaliła Granger na co Malfoy zmienił swój wyraz twarzy z szyderczego na ociekający furią.
- Coś ty powiedziała? – wycedził przez zęby blondyn.
- To co słyszałeś.
Hermiona stała tak blisko Malfoy’a, że niemal czuła jego arystokratyczną postawę, wyniosłość, chłód. Mimo tego nie cofnęła się, nie chcąc pokazać  strachu przed Ślizgonem.
Tymczasem obok nich przebiegł pierwszoklasista, który śmiał się do rozpuku. Niestety jego radość nie trwała zbyt długo, bo po chwili blade palce Malfoy’a zacisnęły się na koszulce drobnego dziecka. Prefekt przyciągnął chłopca do siebie i wysyczał:
- To nie plac zabaw! Hogwart to nie miejsce na zabawy, a Express Hogwart w tym aspekcie niczym się nie różni od samej szkoły. Więc bądź tak miły i nie biegaj mi pod nogami!
Jak nietrudno było przewidzieć, pierwszoklasista patrzył szeroko otwartymi oczyma, w których było widać strach, na Dracona, który nie robił nic poza tym co zwykle. Chłopiec po tym jak Malfoy go puścił, odszedł powoli do swojego przedziału, parę razy oglądając  się na prefekta Slytherinu. Hermiona patrzyła na to wszystko z litośćią w oczach. Wiedziała, że to dziecko już nigdy nie spojrzy bez strachu na żadnego prefekta.
- Coś ty narobił!? – krzyknęła panna Granger do swojego wroga. – To tylko małe dziecko.
- Ale te małe dzieci też obowiązują zasady!
- One są tu pierwszy raz! Mogły jeszcze nie poznać tych zasad! – Hermiona stawała się coraz bardziej wzburzona, a Malfoy wcale nie odbiegał zbytnio od jej nastroju.
- To teraz już wiedzą co mogą robić, a czego nie – wysyczał Draco i przez chwilę stał naprzeciwko Hermiony wpatrując się w jej oczy z gniewem. Ona oczywiście również nie dawała za wygraną i wojowniczo na niego patrzyła.
Napięcie między nimi przerwał Ron, który pojawił się nagle.
- Hermiona co ty robisz z tym arystokratycznym dupkiem? – powiedział lekko zazdrosny Weasley.
Draco gwałtownie odwrócił głowę od panny Granger, zaszczycając spojrzeniem dopiero co przybyłego Gryfona.
- A co, Wieprzlej, zazdrosny jesteś, że do ciebie nigdy nie zbliżyła się na taką odległość? – powiedział Malfoy z szyderczym uśmiechem na ustach.
- Nie mam o co być zazdrosnym, bo ona nigdy nie zechciałaby się zadawać z kimś takim jak ty. – wyparował Ron, na co Draco głośno się roześmiał.
- Widzisz i tutaj oboje będziemy zadowoleni. JA nigdy nie chciałbym się zadawać z taką Szlamą jak ona! – mówiąc słowo „Szlama”, Malfoy omal nie splunął.
Ron chcąc bronić honoru Gryfonki, wyciągnął różdżkę i wycelował nią w Dracona, który widząc to ani drgnął.
- Myślisz, że się boję? CIEBIE? No, chyba żartujesz. – powiedział drwiąco Draco i zaśmiał się. Najwyraźniej nie miał zamiaru nawet wyciągać swojej różdżki, bo stał z założonymi rękoma i patrzył prosto w oczy Rona.
Hermiona postanowiła to przerwać, wiedziała bowiem, że jeśli już do jakiegoś pojedynku by doszło, to jej przyjaciel na pewno nie wyszedłby z niego cało. Dziewczyna podeszła do Rona i odciągnęła go od Malfoy’a, który najwyraźniej zasmucił się tym, że nic nie wyszło z bójki z Weasley’em.
- Ron, idziemy. – powiedziała dobitnie Hermiona, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wagonu Gryffindoru.
- To jeszcze nie koniec – warknął Ron do Dracona, który głośno się zaśmiał.
- Nie mogę się doczekać.
Ron spojrzał raz jeszcze z nienawiścią na Ślizgona i poszedł za przyjaciółką.

***

- On jest bezczelny! Jak mógł tak się odezwać do tego dziecka?! – Hermiona wzburzona siedziała właśnie w Wielkiej Sali przy stole Gryfonów i opowiadała Harry’emu i Ginny o zajściu w wagonie Slytherinu.
Harry spojrzał na Hermionę znad swojego talerza, z którego właśnie miał zamiar zjeść smakowicie wyglądającego naleśnika.
- Hermiono, myślę, że trochę przesadzasz. W końcu ten dzieciak nauczy się zasad tej szkoły. Może i Malfoy powiedział to zbyt ostro, ale jednak trzeba mu przyznać rację – te dzieciaki trzeba uczyć porządku od początku.
- Nie wierzę! Harry, jak możesz tak mówić? To był mały chłopiec, jeszcze nawet nie widział Hogwatu, prawdopodobnie nauczyciela też jeszcze żadnego nie widział, a już mu się oberwało. I to od Malfoy’a! Gryfonka patrzyła z wyrzutem na Potter’a, który wrócił do pałaszowania pysznych naleśników.
- Ginny, powiedz, że mam rację – powiedziała błagalnie panna Granger, na co Ruda przybrała dziwny wyraz twarzy, jakby się wahała.
- No wiesz, w sumie to oboje macie rację, tak po części oczywiście. Te dzieciaki rzeczywiście trzeba uczyć dyscypliny już od początku. Ale z drugiej strony Malfoy rzeczywiście przesadził.
Hermiona spojrzała ze złością na przyjaciółkę, ta jednak ze skruchą wzruszyła ramionami, patrząc na Harry’ego. Panna Granger oczywiście rozumiała, że Ginny nie chce się kłócić z Wybrańcem, ale mogła pomóc przyjaciółce. Dziewczyna już miała się odezwać kiedy dyrektor szkoły wstał.
- Widzę, że kończycie już ucztę, dlatego chciałbym poprosić, by pan Malfoy po odprowadzeniu pierwszorocznych do ich dormitoriów zgłosił się do mnie. Życzę miłego pobytu w naszej szkole. Dziękuję, to wszystko.  – powiedział Dumbledore, po czym usiadł na swoim miejscu.
Reakcja uczniów Hogwartu na te słowa, nie jest trudna do odgadnienięcia – wszystkie głowy zwróciły się w stronę Dracona, który siedział przy stole Slytherinu lekko zdezorientowany. Kiedy już się ocknął i zobaczył ogromne oczy wpatrujące się w niego, posłał parę tych swoich wściekłych spojrzeń w stronę kilku uczniów, co dało natychmiastowy efekt – wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć. Wszyscy poza Hermioną Granger, która nadal uparcie i z niemałym zadowoleniem wpatrywała się w Malfoy’a. Ten oczywiście szybko to zauważył i posłał jej jeszcze bardziej wściekłe spojrzenie niż pozostałym uczniom. Ta jednak zbytnio się tym nie przejęła, z uśmiechem na ustach odwróciła się powoli do swoich przyjaciół.

niedziela, 14 sierpnia 2011

Rozdział II


Hermiona leżała na swoim łóżku w uroczym pokoju Ginny, po którym właśnie się rozglądała. Znała go doskonale, była tu już wiele razy. Mimo tego, zawsze podziwiała ten artystyczny nieład w pokoju przyjaciółki. Hermiona wiedziała, że jej nie stać by było na coś takiego, u niej zawsze wszystko jest poukładane idealnie i nie ma miejsca na bałagan. Właśnie zwróciła wzrok w stronę plakatu jakiegoś zespołu muzycznego, którego nazwę Ginny wiele razy jej już powtarzała, ale ona nadal nie mogła jej zapamiętać, kiedy do pokoju wparowała właścicielka tego zakątka domu.
- Nareszcie! Myślałam, że już nigdy nie skończy. – Ginny przeszła szybko przez pokój, po czym opadła na swoje łóżko, które stało naprzeciw łóżka Hermiony.
- O co mu tym razem chodziło? – spytała z grzeczności panna Granger, chodź doskonale wiedziała o czym tym razem Ron chciał „poważnie” porozmawiać z siostrą.
- Jak to o co? O Harry’ego. Jak zwykle upiera się przy swoim, choć nie wiem po co. Mało mnie obchodzi jego zdanie. Dalej będę się spotykać z Potter’em. – Ginny wyrzucała z siebie te słowa z zadziwiającą prędkością, a Hermiona tylko na nią patrzyła z uśmiechem. Uwielbiała tę dziewczynę, świetnie się dogadywały.
- Nie martw się. Wkrótce na pewno zmieni zdanie. Zobaczysz  – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do przyjaciółki, która odwzajemniła gest.
- No, a co tam z tobą? – spytała Ruda, a Hermiona pierwszy raz nie wiedziała o co jej chodzi. Spojrzała na nią pytająco, a Ginny w odpowiedzi przewróciła oczami.
- Chodzi mi o chłopaków. Ron i ty, coś z tego będzie? Bo kiedyś mówiłaś, że on jakby ci się podobał. Choć nie wiem co ktokolwiek może w nim widzieć, a szczególnie ty. Jesteś dla niego za inteligentna.
- Ginny! Nie mów tak o bracie. Jak możesz? – powiedziała z udawaną powagą panna Granger, po czym wybuchła z przyjaciółką śmiechem.
- A tak na serio. Ron już mi się nie podoba i wątpię, żeby w najbliższym czasie ktoś mi się spodobał. – powiedziała z pełną powagą panna Granger, a Ginny spojrzała na nią tylko dziwnie.
- A gdyby tak… A może ja ci kogoś znajdę? – po chwili ciszy te słowa padły z ust Rudej, która znowu była podekscytowana jednym ze swoich „genialnych” pomysłów. Hermiona spojrzała na nią sceptycznie.
- Nie ma mowy. Chcę pobyć sama, bez tych wszystkich głupstw, jakimi jest miłość. Komu to potrzebne?
- Nie wiem jeszcze jak, ale jakoś cię przekonam. Zobaczysz – powiedziała Ginny i uśmiechnęła się.
Po chwili dziewczyny usłyszały straszny hałas. Spojrzały na siebie i zerwały się z łóżek, na których siedziały, po czym zbiegły na dół.
W jadalni stał nie kto inny jak honorowy gość tego domu, czyli pan Potter, który widząc Ginny, podbiegł do niej i mocno uściskał. Widząc jednak wzrok Rona odsunął się od niej lekko i uśmiechnął przepraszająco, po czym podszedł do Hermiony i ją również objął.
- Harry! – krzyknęła pani Weasley, kiedy wszedłszy do pomieszczenia, ujrzała Potter’a. Podbiegła szybko do niego, przy czym niechcący odepchnęła Hermionę. Ta jednak nie miała jej tego za złe, bo wszyscy wiedzieli, jak pani domu uwielbia Harry’ego.
- Schudłeś! Zaraz cię nakarmimy, bo pewnie jesteś głodny. Ci Mugole, pewnie cię nie szanują. – mówiła pani Weasley, kiedy jej córka stała nieopodal i śmiała się pod nosem.  Harry spojrzał na nią, a ta momentalnie spoważniała, co tym razem rozśmieszyło Hermionę. W końcu jednak wszyscy wybuchli śmiechem i poszli razem do kuchni, dokąd koniecznie Molly Weasley chciała zabrać Harry’ego. Musiała jak najszybciej go nakarmić.
***

- Harry, jak myślisz? Co teraz będzie? – spytała jak zwykle panikująca Hermiona. Po tym jak Potter powiedział po rozmowie z Dumbledore’m, że Śmierciożercy chcą się dostać do Hogwartu, panna Granger, nie mogła przestać o tym myśleć.
- Nic nie będzie. Dumbledore nas ochroni. Już rzucił jakieś czary ochronne, a przecież wiesz, że jest potężnym czarodziejem. – odpowiedział Wybraniec.
- Niby tak, ale wiesz jak to jest… - kontynuowała Hermiona, ale chyba zabrakło jej argumentów, bo przerwała.
- Wiecie, że u Malfoy’ów jest coraz gorzej? – wypalił nagle Ron, który siedział do tej pory bardziej z boku, widocznie nie miał zamiaru dyskutować o Voldemorcie. Kiedy jednak wypowiedział te słowa, wszyscy zwrócili swoje głowy w jego stronę, włącznie z Ginny, którą zazwyczaj nie interesowało nic co wychodzi z ust brata.
- No dobrze, ale co nas to obchodzi? – spytał lekko zdezorientowany Potter, a Ron tylko wywrócił oczami, jakby miał do czynienia z niezbyt rozgarniętą osobą.
- Jak to co? To jest jedna z najważniejszych informacji dotyczących Sami-Wiecie-Kogo.
- A co to ma z nim wspólnego? – zainteresowała się Hermiona.
- A to, że krążą plotki. O tym, że Malfoy ma zostać jednym z nich.
- Przecież Malfoy JEST jednym z nich. Ron, o czym ty gadasz? – Ginny jak zwykle bez szacunku odnosiła się do brata.
- Chodzi mi o młodego Malfoy’a. O Draco. Ma zostać Śmierciożercą. – kiedy Ron wypowiedział te słowa, wszyscy zastygli w bezruchu wpatrując się w siebie po kolei. Ciszę przerwała Hermiona.
- Przecież on się nie nadaje na sługę Voldemorta. Jest tchórzem. Owszem, udaje wielkiego bohatera, ale nim nie jest. Voldemort z pewnością by go nie chciał w swoich szeregach. Skąd w ogóle posiadasz takie informacje?
- Od taty. W ministerstwie dużo się teraz o tym mówi. Normalnie to często ktoś się do Śmierciożerców przyłącza, ale osoba w tak młodym wieku, rzadko. – odpowiedział Ron, a jego siostra znowu przemówiła.
- Czemu ja o tym nic nie wiem, skoro nasz tata mówił to tobie?! – dziewczyna wyglądała na dosyć złą, co nietrudno było zrozumieć. Jej brat wiedział o tak ważnej informacji, a ona nie, mimo, że należała do tej samej rodziny.
- Bo tata nie chciał cię martwić. W końcu jesteś dziewczyną.
- A co ma wspólnego jedno z drugim?
- Jak to co? Dziewczyny są słabsze!
- Od ciebie nikt nie jest słabszy! – zaczęła już krzyczeć Ginny, podchodząc do brata i szykując kolejne zarzuty, kiedy na jej ramieniu zacisnęła się ręka.
- Przestańcie już. Ginny, usiądź proszę, a ty Ron, nie krzycz tak na siostrę. – Harry popchnął Rudą lekko w stronę sofy, na której razem usiedli.  Ron tylko posłał mu mordercze spojrzenie, ale Potter nie zwrócił na to uwagi.
- Może wrócimy do tematu. Jest dość ciekawy. – powiedziała Hermiona.
- Ok. Mi się wydaje, że Draco nie może być Śmierciożercą. A nawet jeśli? To co? Nie mamy się czego obawiać, przecież jest bezsilny. – zaczął Harry, kiedy przerwała mu jego przyjaciółka.
- Niby tak, ale w rękach Voldemorta, pod czujnym okiem ojca, mógłby się stać naprawdę groźny. – głos Hermiony był ostry, była pewna, że jej słowa mogą się sprawdzić.
- W sumie to racja. Ja popieram Hermionę. Malfoy naprawdę mógłby się stać kimś naprawdę groźnym, gdyby ćwiczył pod nadzorem ojca. – poparła przyjaciółkę Ginny, do której uśmiechnęła się z wdzięcznością Hermiona.
Harry wstał lekko poirytowany z sofy i zostawił na niej samą Ginny.
- Dobrze, zakończmy na razie ten temat. W końcu możemy chyba porozmawiać o czymś przyjemnym. Może Ginny opowie coś ciekawego? Wydarzyło się coś u was w wakacje? – Wybraniec skierował pytanie do siostry Rona, który patrzył teraz na niego jakby zrobił coś niewybaczalnego.
- A mnie to tu nie ma? Jak chcesz to ja ci opowiem co tu się działo. W końcu wiem wiele więcej niż ona. – wypalił Rudzielec, a Ginny zaśmiała się. Jej brat jednak nie miał tak dobrego humoru i nadal wpatrywał się w nią jak w najgorszego zbrodnialca. Po chwili jego mina nie była już taka ostra, bo sam się roześmiał, a w jego ślady poszła reszta przyjaciół.
Czwórka nastolatków śmiała się w najlepsze, choć wiedzieli, że mogą to być jedne z ostatnich tak radosnych chwil w najbliższej przyszłości, a być może nawet w całym ich życiu.