Hermiona leżała na swoim łóżku w uroczym pokoju Ginny, po którym właśnie się rozglądała. Znała go doskonale, była tu już wiele razy. Mimo tego, zawsze podziwiała ten artystyczny nieład w pokoju przyjaciółki. Hermiona wiedziała, że jej nie stać by było na coś takiego, u niej zawsze wszystko jest poukładane idealnie i nie ma miejsca na bałagan. Właśnie zwróciła wzrok w stronę plakatu jakiegoś zespołu muzycznego, którego nazwę Ginny wiele razy jej już powtarzała, ale ona nadal nie mogła jej zapamiętać, kiedy do pokoju wparowała właścicielka tego zakątka domu.
- Nareszcie! Myślałam, że już nigdy nie skończy. – Ginny przeszła szybko przez pokój, po czym opadła na swoje łóżko, które stało naprzeciw łóżka Hermiony.
- O co mu tym razem chodziło? – spytała z grzeczności panna Granger, chodź doskonale wiedziała o czym tym razem Ron chciał „poważnie” porozmawiać z siostrą.
- Jak to o co? O Harry’ego. Jak zwykle upiera się przy swoim, choć nie wiem po co. Mało mnie obchodzi jego zdanie. Dalej będę się spotykać z Potter’em. – Ginny wyrzucała z siebie te słowa z zadziwiającą prędkością, a Hermiona tylko na nią patrzyła z uśmiechem. Uwielbiała tę dziewczynę, świetnie się dogadywały.
- Nie martw się. Wkrótce na pewno zmieni zdanie. Zobaczysz – powiedziała Hermiona i uśmiechnęła się do przyjaciółki, która odwzajemniła gest.
- No, a co tam z tobą? – spytała Ruda, a Hermiona pierwszy raz nie wiedziała o co jej chodzi. Spojrzała na nią pytająco, a Ginny w odpowiedzi przewróciła oczami.
- Chodzi mi o chłopaków. Ron i ty, coś z tego będzie? Bo kiedyś mówiłaś, że on jakby ci się podobał. Choć nie wiem co ktokolwiek może w nim widzieć, a szczególnie ty. Jesteś dla niego za inteligentna.
- Ginny! Nie mów tak o bracie. Jak możesz? – powiedziała z udawaną powagą panna Granger, po czym wybuchła z przyjaciółką śmiechem.
- A tak na serio. Ron już mi się nie podoba i wątpię, żeby w najbliższym czasie ktoś mi się spodobał. – powiedziała z pełną powagą panna Granger, a Ginny spojrzała na nią tylko dziwnie.
- A gdyby tak… A może ja ci kogoś znajdę? – po chwili ciszy te słowa padły z ust Rudej, która znowu była podekscytowana jednym ze swoich „genialnych” pomysłów. Hermiona spojrzała na nią sceptycznie.
- Nie ma mowy. Chcę pobyć sama, bez tych wszystkich głupstw, jakimi jest miłość. Komu to potrzebne?
- Nie wiem jeszcze jak, ale jakoś cię przekonam. Zobaczysz – powiedziała Ginny i uśmiechnęła się.
Po chwili dziewczyny usłyszały straszny hałas. Spojrzały na siebie i zerwały się z łóżek, na których siedziały, po czym zbiegły na dół.
W jadalni stał nie kto inny jak honorowy gość tego domu, czyli pan Potter, który widząc Ginny, podbiegł do niej i mocno uściskał. Widząc jednak wzrok Rona odsunął się od niej lekko i uśmiechnął przepraszająco, po czym podszedł do Hermiony i ją również objął.
- Harry! – krzyknęła pani Weasley, kiedy wszedłszy do pomieszczenia, ujrzała Potter’a. Podbiegła szybko do niego, przy czym niechcący odepchnęła Hermionę. Ta jednak nie miała jej tego za złe, bo wszyscy wiedzieli, jak pani domu uwielbia Harry’ego.
- Schudłeś! Zaraz cię nakarmimy, bo pewnie jesteś głodny. Ci Mugole, pewnie cię nie szanują. – mówiła pani Weasley, kiedy jej córka stała nieopodal i śmiała się pod nosem. Harry spojrzał na nią, a ta momentalnie spoważniała, co tym razem rozśmieszyło Hermionę. W końcu jednak wszyscy wybuchli śmiechem i poszli razem do kuchni, dokąd koniecznie Molly Weasley chciała zabrać Harry’ego. Musiała jak najszybciej go nakarmić.
***
- Harry, jak myślisz? Co teraz będzie? – spytała jak zwykle panikująca Hermiona. Po tym jak Potter powiedział po rozmowie z Dumbledore’m, że Śmierciożercy chcą się dostać do Hogwartu, panna Granger, nie mogła przestać o tym myśleć.
- Nic nie będzie. Dumbledore nas ochroni. Już rzucił jakieś czary ochronne, a przecież wiesz, że jest potężnym czarodziejem. – odpowiedział Wybraniec.
- Niby tak, ale wiesz jak to jest… - kontynuowała Hermiona, ale chyba zabrakło jej argumentów, bo przerwała.
- Wiecie, że u Malfoy’ów jest coraz gorzej? – wypalił nagle Ron, który siedział do tej pory bardziej z boku, widocznie nie miał zamiaru dyskutować o Voldemorcie. Kiedy jednak wypowiedział te słowa, wszyscy zwrócili swoje głowy w jego stronę, włącznie z Ginny, którą zazwyczaj nie interesowało nic co wychodzi z ust brata.
- No dobrze, ale co nas to obchodzi? – spytał lekko zdezorientowany Potter, a Ron tylko wywrócił oczami, jakby miał do czynienia z niezbyt rozgarniętą osobą.
- Jak to co? To jest jedna z najważniejszych informacji dotyczących Sami-Wiecie-Kogo.
- A co to ma z nim wspólnego? – zainteresowała się Hermiona.
- A to, że krążą plotki. O tym, że Malfoy ma zostać jednym z nich.
- Przecież Malfoy JEST jednym z nich. Ron, o czym ty gadasz? – Ginny jak zwykle bez szacunku odnosiła się do brata.
- Chodzi mi o młodego Malfoy’a. O Draco. Ma zostać Śmierciożercą. – kiedy Ron wypowiedział te słowa, wszyscy zastygli w bezruchu wpatrując się w siebie po kolei. Ciszę przerwała Hermiona.
- Przecież on się nie nadaje na sługę Voldemorta. Jest tchórzem. Owszem, udaje wielkiego bohatera, ale nim nie jest. Voldemort z pewnością by go nie chciał w swoich szeregach. Skąd w ogóle posiadasz takie informacje?
- Od taty. W ministerstwie dużo się teraz o tym mówi. Normalnie to często ktoś się do Śmierciożerców przyłącza, ale osoba w tak młodym wieku, rzadko. – odpowiedział Ron, a jego siostra znowu przemówiła.
- Czemu ja o tym nic nie wiem, skoro nasz tata mówił to tobie?! – dziewczyna wyglądała na dosyć złą, co nietrudno było zrozumieć. Jej brat wiedział o tak ważnej informacji, a ona nie, mimo, że należała do tej samej rodziny.
- Bo tata nie chciał cię martwić. W końcu jesteś dziewczyną.
- A co ma wspólnego jedno z drugim?
- Jak to co? Dziewczyny są słabsze!
- Od ciebie nikt nie jest słabszy! – zaczęła już krzyczeć Ginny, podchodząc do brata i szykując kolejne zarzuty, kiedy na jej ramieniu zacisnęła się ręka.
- Przestańcie już. Ginny, usiądź proszę, a ty Ron, nie krzycz tak na siostrę. – Harry popchnął Rudą lekko w stronę sofy, na której razem usiedli. Ron tylko posłał mu mordercze spojrzenie, ale Potter nie zwrócił na to uwagi.
- Może wrócimy do tematu. Jest dość ciekawy. – powiedziała Hermiona.
- Ok. Mi się wydaje, że Draco nie może być Śmierciożercą. A nawet jeśli? To co? Nie mamy się czego obawiać, przecież jest bezsilny. – zaczął Harry, kiedy przerwała mu jego przyjaciółka.
- Niby tak, ale w rękach Voldemorta, pod czujnym okiem ojca, mógłby się stać naprawdę groźny. – głos Hermiony był ostry, była pewna, że jej słowa mogą się sprawdzić.
- W sumie to racja. Ja popieram Hermionę. Malfoy naprawdę mógłby się stać kimś naprawdę groźnym, gdyby ćwiczył pod nadzorem ojca. – poparła przyjaciółkę Ginny, do której uśmiechnęła się z wdzięcznością Hermiona.
Harry wstał lekko poirytowany z sofy i zostawił na niej samą Ginny.
- Dobrze, zakończmy na razie ten temat. W końcu możemy chyba porozmawiać o czymś przyjemnym. Może Ginny opowie coś ciekawego? Wydarzyło się coś u was w wakacje? – Wybraniec skierował pytanie do siostry Rona, który patrzył teraz na niego jakby zrobił coś niewybaczalnego.
- A mnie to tu nie ma? Jak chcesz to ja ci opowiem co tu się działo. W końcu wiem wiele więcej niż ona. – wypalił Rudzielec, a Ginny zaśmiała się. Jej brat jednak nie miał tak dobrego humoru i nadal wpatrywał się w nią jak w najgorszego zbrodnialca. Po chwili jego mina nie była już taka ostra, bo sam się roześmiał, a w jego ślady poszła reszta przyjaciół.
Czwórka nastolatków śmiała się w najlepsze, choć wiedzieli, że mogą to być jedne z ostatnich tak radosnych chwil w najbliższej przyszłości, a być może nawet w całym ich życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz