Molly Weasley właśnie przytulała do siebie swoją jedyną i najukochańszą córkę, kiedy Ron i Harry obserwowali ludzi wsiadających do Ekspresu Hogwart. Hermiona tymczasem pilnowała by pierwszoroczniacy wchodzili do pociągu powoli i bezpiecznie. Gryfonka nie chciała już w pierwszy dzień swojego dyżuru jako prefekta, odebrać od profesor McGonagall pouczeń na temat tego, jak źle wypełnia swoje obowiązki.
- Harry, Ron, Hermiono! Możecie tu na chwilę podejść? – krzyknęła pani Weasley. Harry i Ron natychmiast do niej podeszli, jeszcze lekko roześmiani, po tym jak zobaczyli dość zabawnego pierwszoroczniaka. Hermiona natomiast lekko się zawahała nim wykonała pierwszy krok w stronę matki Rona. Przecież miała obowiązki. W końcu jednak podeszła do niej, modląc się by tylko McGonagall jej nie przyuważyła. Poza tym Ron mógłby oberwać jeszcze bardziej, bo on zdawał się w ogóle nie przejmować nałożonymi na siebie obowiązkami.
- Chciałabym się z wami pożegnać. Nie będziemy się widzieć sporo czasu – powiedziała Molly do młodych czarodziei, kiedy ci stanęli przed nią w pełnym składzie. Kiedy to mówiła w jej oku zakręciła się łza, z którą wcale się nie kryła.
Pani Weasley po kolei zaczęła obejmować wszystkich, poczynając od Rona, a skończywszy na Hermionie.
Trójka przyjaciół wraz z Ginny pożegnała się z matką rudzielców i skierowała się w stronę Ekspresu Hogwart, machając jeszcze na odchodnym do płaczącej już teraz Molly Weasley.
***
Draco Malfoy stał właśnie na peronie niecierpliwiąc się. Z wytęsknieniem czekał na to, by móc już wsiąść do pociągu i odjechać nim do Hogwartu gdzie byłby wolny od ojca. Jednak w tej chwili musiał znosić Lucjusza, który stał obok niego z surową miną, patrząc przed siebie.
- Pamiętasz o moim pytaniu? – spytał Lucjusz, nawet nie zaszczycając syna spojrzeniem – Oczekuję wkrótce twojej odpowiedzi. Liczę na to, że będzie pozytywna.
- A jeśli nie? – młody Malfoy zadał to pytanie z ukrywanym strachem. Bał się ojca, ale na peronie, przy wielu czarodziejach ten nic nie mógł mu zrobić. Tylko dlatego Draco odważył się zadać to pytanie.
Lucjusz Malfoy powoli skierował swój wzrok na syna, który widząc furię w oczach ojca, przestraszył się.
- Jeśli nie przystaniesz na propozycję, przestaniesz się nazywać moim synem. – wycedził Malfoy, po czym odwrócił się od syna i ruszył w stronę wyjścia z peronu.
Draco Malfoy został sam. Jego matka nie żegnała go jak co roku, bo w tej właśnie chwili, siedzi zapewne na ogromnej sofie w posiadłości Malfoy’ów, z ogromnym sińcem na twarzy, zalewając się łzami. Tak, w domu arystokratycznej rodziny znowu doszło do konfrontacji na linii Lucjusz – Narcyza. Jak zwykle to kobieta wyszła z potyczki pokiereszowana.
Draco nie chciał zostawiać matki samej, ale musiał. Błagała go o to, jak i o to by nie przyjmował propozycji Voldemorta.
Młody Malfoy ruszył w kierunku pociągu, w którym po chwili zniknął.
***
Hermiona właśnie przebrała się w szatę i podeszła do rozsuwanych drzwi przedziału by wyjść na korytarz. Zanim to jednak zrobiła odwróciła się do Ginny Weasley, z którą jeszcze przed chwilą rozmawiała.
- Idę na patrol. Ciekawe czy Ron raczy się pojawić? Pewnie jak zwykle się spóźni – powiedziała z irytacją Granger do swojej przyjaciółki. Ta zaśmiała się cicho i również wstała.
- Mój kochany braciszek z pewnością się spóźni. Taki już jego urok. – powiedziała panna Weasley.
- Jaki urok? – spytała Hermiona, po czym razem z przyjaciółką roześmiały się głośno. Po chwili jednak prefekt Gryffindoru spoważniała i rozsuwając drzwi przedziału spojrzała pytająco na Ginny, która stała właśnie obok niej.
- A co ty właściwie robisz? Wybierasz się gdzieś? – spytała Hermiona.
- Oczywiście. Skoro Ron wybiera się na patrol, to ja idę do Harry’ego. – powiedziała Ruda, uśmiechając się szeroko, a jej przyjaciółka pokręciła tylko głową, po czym wyszły na chłodny korytarz.
- To na razie! – pożegnała się Ginny i ruszyła w stronę przedziału, w którym siedział Wybraniec. Sama Hermiona natomiast poszła przed siebie, rozglądając się czy nikt nie łamie regulaminu Hogwartu, do którego wkrótce dojadą.
Panna Granger szła tak korytarzem, nawet nie zauważając kiedy wkroczyła na teren Slytherinu. Dopiero zimne, stalowo szare spojrzenie otrzeźwiło ją. Spojrzała w oczy Ślizgona o blond włosach i popatrzyła na niego wyzywającą.
- Czego tu szukasz Szlamo?! – zapytał lekko podnosząc głos Draco. Patrzył na nią jak zwykle z tą samą odrazą, którą Hermiona oczywiście od razu wychwyciła.
- No nie wiem, może pierwszoklasistów, którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić, a na dodatek, których nie zdołał przypilnować prefekt Slytherinu! – wypaliła Granger na co Malfoy zmienił swój wyraz twarzy z szyderczego na ociekający furią.
- Coś ty powiedziała? – wycedził przez zęby blondyn.
- To co słyszałeś.
Hermiona stała tak blisko Malfoy’a, że niemal czuła jego arystokratyczną postawę, wyniosłość, chłód. Mimo tego nie cofnęła się, nie chcąc pokazać strachu przed Ślizgonem.
Tymczasem obok nich przebiegł pierwszoklasista, który śmiał się do rozpuku. Niestety jego radość nie trwała zbyt długo, bo po chwili blade palce Malfoy’a zacisnęły się na koszulce drobnego dziecka. Prefekt przyciągnął chłopca do siebie i wysyczał:
- To nie plac zabaw! Hogwart to nie miejsce na zabawy, a Express Hogwart w tym aspekcie niczym się nie różni od samej szkoły. Więc bądź tak miły i nie biegaj mi pod nogami!
Jak nietrudno było przewidzieć, pierwszoklasista patrzył szeroko otwartymi oczyma, w których było widać strach, na Dracona, który nie robił nic poza tym co zwykle. Chłopiec po tym jak Malfoy go puścił, odszedł powoli do swojego przedziału, parę razy oglądając się na prefekta Slytherinu. Hermiona patrzyła na to wszystko z litośćią w oczach. Wiedziała, że to dziecko już nigdy nie spojrzy bez strachu na żadnego prefekta.
- Coś ty narobił!? – krzyknęła panna Granger do swojego wroga. – To tylko małe dziecko.
- Ale te małe dzieci też obowiązują zasady!
- One są tu pierwszy raz! Mogły jeszcze nie poznać tych zasad! – Hermiona stawała się coraz bardziej wzburzona, a Malfoy wcale nie odbiegał zbytnio od jej nastroju.
- To teraz już wiedzą co mogą robić, a czego nie – wysyczał Draco i przez chwilę stał naprzeciwko Hermiony wpatrując się w jej oczy z gniewem. Ona oczywiście również nie dawała za wygraną i wojowniczo na niego patrzyła.
Napięcie między nimi przerwał Ron, który pojawił się nagle.
- Hermiona co ty robisz z tym arystokratycznym dupkiem? – powiedział lekko zazdrosny Weasley.
Draco gwałtownie odwrócił głowę od panny Granger, zaszczycając spojrzeniem dopiero co przybyłego Gryfona.
- A co, Wieprzlej, zazdrosny jesteś, że do ciebie nigdy nie zbliżyła się na taką odległość? – powiedział Malfoy z szyderczym uśmiechem na ustach.
- Nie mam o co być zazdrosnym, bo ona nigdy nie zechciałaby się zadawać z kimś takim jak ty. – wyparował Ron, na co Draco głośno się roześmiał.
- Widzisz i tutaj oboje będziemy zadowoleni. JA nigdy nie chciałbym się zadawać z taką Szlamą jak ona! – mówiąc słowo „Szlama”, Malfoy omal nie splunął.
Ron chcąc bronić honoru Gryfonki, wyciągnął różdżkę i wycelował nią w Dracona, który widząc to ani drgnął.
- Myślisz, że się boję? CIEBIE? No, chyba żartujesz. – powiedział drwiąco Draco i zaśmiał się. Najwyraźniej nie miał zamiaru nawet wyciągać swojej różdżki, bo stał z założonymi rękoma i patrzył prosto w oczy Rona.
Hermiona postanowiła to przerwać, wiedziała bowiem, że jeśli już do jakiegoś pojedynku by doszło, to jej przyjaciel na pewno nie wyszedłby z niego cało. Dziewczyna podeszła do Rona i odciągnęła go od Malfoy’a, który najwyraźniej zasmucił się tym, że nic nie wyszło z bójki z Weasley’em.
- Ron, idziemy. – powiedziała dobitnie Hermiona, po czym odwróciła się i ruszyła w stronę wagonu Gryffindoru.
- To jeszcze nie koniec – warknął Ron do Dracona, który głośno się zaśmiał.
- Nie mogę się doczekać.
Ron spojrzał raz jeszcze z nienawiścią na Ślizgona i poszedł za przyjaciółką.
***
- On jest bezczelny! Jak mógł tak się odezwać do tego dziecka?! – Hermiona wzburzona siedziała właśnie w Wielkiej Sali przy stole Gryfonów i opowiadała Harry’emu i Ginny o zajściu w wagonie Slytherinu.
Harry spojrzał na Hermionę znad swojego talerza, z którego właśnie miał zamiar zjeść smakowicie wyglądającego naleśnika.
- Hermiono, myślę, że trochę przesadzasz. W końcu ten dzieciak nauczy się zasad tej szkoły. Może i Malfoy powiedział to zbyt ostro, ale jednak trzeba mu przyznać rację – te dzieciaki trzeba uczyć porządku od początku.
- Hermiono, myślę, że trochę przesadzasz. W końcu ten dzieciak nauczy się zasad tej szkoły. Może i Malfoy powiedział to zbyt ostro, ale jednak trzeba mu przyznać rację – te dzieciaki trzeba uczyć porządku od początku.
- Nie wierzę! Harry, jak możesz tak mówić? To był mały chłopiec, jeszcze nawet nie widział Hogwatu, prawdopodobnie nauczyciela też jeszcze żadnego nie widział, a już mu się oberwało. I to od Malfoy’a! Gryfonka patrzyła z wyrzutem na Potter’a, który wrócił do pałaszowania pysznych naleśników.
- Ginny, powiedz, że mam rację – powiedziała błagalnie panna Granger, na co Ruda przybrała dziwny wyraz twarzy, jakby się wahała.
- No wiesz, w sumie to oboje macie rację, tak po części oczywiście. Te dzieciaki rzeczywiście trzeba uczyć dyscypliny już od początku. Ale z drugiej strony Malfoy rzeczywiście przesadził.
Hermiona spojrzała ze złością na przyjaciółkę, ta jednak ze skruchą wzruszyła ramionami, patrząc na Harry’ego. Panna Granger oczywiście rozumiała, że Ginny nie chce się kłócić z Wybrańcem, ale mogła pomóc przyjaciółce. Dziewczyna już miała się odezwać kiedy dyrektor szkoły wstał.
- Widzę, że kończycie już ucztę, dlatego chciałbym poprosić, by pan Malfoy po odprowadzeniu pierwszorocznych do ich dormitoriów zgłosił się do mnie. Życzę miłego pobytu w naszej szkole. Dziękuję, to wszystko. – powiedział Dumbledore, po czym usiadł na swoim miejscu.
Reakcja uczniów Hogwartu na te słowa, nie jest trudna do odgadnienięcia – wszystkie głowy zwróciły się w stronę Dracona, który siedział przy stole Slytherinu lekko zdezorientowany. Kiedy już się ocknął i zobaczył ogromne oczy wpatrujące się w niego, posłał parę tych swoich wściekłych spojrzeń w stronę kilku uczniów, co dało natychmiastowy efekt – wszyscy wrócili do swoich poprzednich zajęć. Wszyscy poza Hermioną Granger, która nadal uparcie i z niemałym zadowoleniem wpatrywała się w Malfoy’a. Ten oczywiście szybko to zauważył i posłał jej jeszcze bardziej wściekłe spojrzenie niż pozostałym uczniom. Ta jednak zbytnio się tym nie przejęła, z uśmiechem na ustach odwróciła się powoli do swoich przyjaciół.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz