niedziela, 4 września 2011

Rozdział V


Wściekły Draco natychmiast poderwał się z podłogi, na której jeszcze przed chwilą siedział. Teraz jednak stał już dumnie wyprostowany przed Hermioną Granger, którą uważał za największą Szlamę i Ronem Weasley’em, biednym chłopakiem, Zdrajcą Krwi. Malfoy spojrzał wojowniczo najpierw w oczy Gryfonki, a potem w jej przyjaciela. Ron lekko się skrzywił ze strachu, co oczywiście blondyn od razu zauważył i zaśmiał się pod nosem. Panna Granger stała jednak niezłomna i wpatrywała się wyczekująco w prefekta Slytherinu.
- Co ty tu robisz? – spytała raz jeszcze Hermiona.
- Jak to co?! Patroluję! – krzyknął oburzony Dracon. Hermiona spojrzała na niego z politowaniem i tym razem to ona się roześmiała.
- Czyżbyś przerzucił się na patrolowanie terenu Gryfonów? Bo nie wiem czy wiesz, chociaż z twojej miny wnioskuję, że jednak nie wiesz, ale jest to NASZ teren. Dzisiaj jest nasz dyżur! – zaczęła Granger, co najwyraźniej zaczęło denerwować Malfoy’a, który zacisnął pięści i stał z wściekłym spojrzeniem utkwionym w dziewczynie.
Przystojny blondyn podszedł do Gryfonki, na co Ron przestąpił z nogi na nogę, jakby nie wiedział czy dalej stać na swoim miejscu czy może interweniować. W końcu pozostał na swoim miejscu.
- O proszę! Pan Weasley się boi. Nic nowego. – powiedział szyderczo Ślizgon, a rudzielec kipiał już obok niego złością. Miał już nawet coś powiedzieć, ale Malfoy uciszył go gestem ręki i nie czekając, zaczął mówić dalej – Panno Granger, Kujonko, Szlamo, czy jak tam chcesz. Chciałbym cię powiadomić, że jestem prefektem i mogę ci odebrać punkty za obrażanie mnie.
Dracon najwyraźniej był z siebie bardzo zadowolony, bo przybrał ten swój ironiczny uśmiech i patrzył wyzywająco na Granger.
- I tutaj właśnie pokazałeś swoją głupotę. MI nie możesz odebrać żadnych punktów, gdyż i ty i ja jesteśmy prefektami, co wyklucza odbieranie sobie nawzajem punktów. I kto tu jest mądrzejszy? – tym razem to Hermiona triumfowała i nie zamierzała tego ukrywać. Dracon natomiast podszedł jeszcze bliżej niej, tak że czuła na swojej twarzy jego oddech.
- Wszystko jedno. Nie zadzieraj ze mną, bo źle się to dla ciebie skończy. – wysyczał jej prosto w twarz, odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę wieży Slytherinu.
- Myślisz, że jeśli wkrótce będziesz Śmierciożercą to możesz wszystko?! To cię rozczaruję! Nic nie możesz mi zrobić. – wykrzyczała Hermiona za Malfoy’em, który gwałtownie się obrócił na wzmiankę o Śmierciożercach. Stanął na środku korytarza i powoli zaczął się odwracać do Hermiony. Na jego twarzy nie było jednak nic z dawnego, szyderczego Dracona. Jego twarz przybrała obojętny wyraz, jednak budzący grozę.
Ron, który do tej pory stał nieruchomo i obserwował całe zajście z boku, poruszył się niespokojnie i podszedł powoli do przyjaciółki, by w razie potrzeby móc zareagować.
- I wiesz co ci …? – zaczęła Gryfonka, ale Weasley ją uciszył.
- Hermiono, przestań. – powiedział cicho rudzielec, na co Malfoy prychnął pod nosem. Nie zmieniło to jednak ani trochę wyrazu jego twarzy.
- No właśnie, Granger. Słuchaj się Wiewióry. Najlepiej podkul ogon i zmykaj stąd, zanim zrobi się nieprzyjemnie.
- Tego już za wiele. Trzeba mu pokazać kto tu jest lepszy! – Hermiona już sięgnęła po różdżkę, kiedy dłoń Rona ją powstrzymała.  – Co ty wyprawiasz? Trzeba go nauczyć porządku!
Kiedy panna Granger tak się miotała z Weasley’em, nieudolnie próbującym ją powstrzymać, Dracon obserwował to zajście z boku i śmiał się. Najzwyczajniej w świecie śmiał się, widząc jak dwójka przyjaciół kłoci się. W końcu postanowił stamtąd odejść. Miał już dość wrażeń na dziś. Teraz nie miał ochoty zajmować się Gryfonami, którzy dopiero opuścili piaskownicę. Draco Malfoy obrócił się i ruszył w stronę wieży Slytherinu. Kiedy opuszczał korytarz, dalej słyszał odgłosy szarpaniny prefektów Gryffindoru, którzy nawet nie zauważyli, że ich „ofiara” właśnie sobie poszła. Blondyn zaśmiał się pod nosem i w ciszy szedł dalej.

***

- Hermiona, przestań! – wrzeszczał dalej Ron, który próbował powstrzymać przyjaciółkę przed zrobieniem czegoś głupiego. Sęk w tym, że powód ich kłótni już sobie poszedł.
- Ron! Gdzie on jest? – zapytała w końcu Gryfonka, kiedy zobaczyła, że Ślizgona już z nimi nie ma.
- Uciekł! Tchórz – podsumował Ron, na co Hermiona tylko skinęła głową. Cóż, ona wiedziała to już od dawna.
- Trudno. Rozprawimy się z nim kiedy indziej – stwierdził rudzielec i już miał zamiar ruszyć w stronę dormitorium, kiedy Hermiona go zatrzymała.
- Ale trzeba się z nim rozprawić! – upierała się Gryfonka, która za nic nie miała zamiaru odpuszczać okropnemu Ślizgonowi.
- Hermiono, daj sobie z tym dzisiaj spokój. – Ron, który wcześniej wiele by dał, żeby pobyć z dziewczyną choć chwilę dłużej, teraz miał już ochotę wracać do wieży Gryffindoru. Wiedział, że jeżeli panna Granger przy czymś się uprze, to nie daje łatwo za wygraną, dlatego musiał ofiarować przyjaciółce pewien układ.
- Posłuchaj. Jutro go dorwiemy i z nim sobie porozmawiamy. Dzisiaj jest już późno. Chodźmy do naszych dormitoriów.
- No dobra. Ale jutro go dorwiemy! – powiedziała ostro dziewczyna, przy czym groźnie patrzyła w oczy rudzielca.
- Obiecuję ci. Teraz już chodźmy. – odpowiedział chłopak, a dziewczyna lekko się rozluźniła i ruszyła w stronę wieży Gryffindoru razem z Ronem.

***
Kiedy tylko Draco wparował do swojego prywatnego dormitorium, usiadł na wygodnym, o kolorze zgniłej zieleni fotelu i sięgnął po Ognistą Whiskey, której zapas zawsze znajdował się w jego mini barku.
Po nalaniu sobie sporej ilości napoju, blondyn rozsiadł się jeszcze wygodniej na siedzisku i zaczął rozmyślać, popijając trunek.
Jego myśli wciąż krążyły wokół oferty dyrektora, który chyba rzeczywiście chciał mu pomóc. Ale jak on niby sobie to wyobrażał? Że odetnie go od rodziny która zresztą i tak nie będzie chciała mieć nic wspólnego z nim kiedy da negatywną odpowiedź ojcu? Lucjusz z pewnością by się wściekł, zrobiłby tak jak powiedział na peronie, przed odjazdem Dracona do Hogwartu – wydziedziczyłby go. W sumie nie byłoby to takie złe w mniemaniu Ślizgona. Jedynym problemem była matka. Bo co stałoby się z nią? Blondyn nie wyobrażał sobie jej samej z Lucjuszem. Poza tym, on pewnie obwiniałby ją o to co się stało. Nie. Temu problemowi musiał również zaradzić. Jeszcze nie wiedział jak, ale jakoś trzeba rozwiązać ten problem. Pozostawała jeszcze kwestia jego utrzymania. Co by zrobił bez tej fortuny Malfoy’ów? Jest dopiero na szóstym roku, w dodatku na początku roku. Pozostają więc jeszcze dwa lata w szkole, a przez ten czas musi w końcu jakoś żyć. Draco nie sądził, by Dumbledore zechciał mu pomóc w tej kwestii, a poza tym, on sam nie chciałby otrzymywać jałmużny od dyrektora. To gorsze niż bycie nieczystej krwi. I znowu Dracona naszło to samo pytanie. Jak niby Dumbledore miał mu pomóc? Po prostu sobie tego nie wyobrażał.
Ślizgon w końcu wstał i dopił resztki Ognistej Whiskey, po czym zniknął za drzwiami łazienki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz